Pod dzisiejszym tekstem Eli Barbura pozwoliłem sobie na umieszczenie dwóch niewinnych pytań. Pierwsze dotyczyło węgierskiej partii Jobbik, której to dotyczył dzisiejszy jego wpis a mianowicie o jej oficjalna nazwę (nie jestem ekspertem węgierskiej sceny politycznej). Drugie pytanie dotyczyło Irvinga Moskowitza, osoby która wzbudziła moje zainteresowanie i uznanie za działalność prowadzoną w Izraelu - o Moskowitza, któremu poświęciłem jeden z niedawnych wpisów, zapytałem, bo myślałem, że pytam osobę kompetentną. Eli Barbur przedstawia się przecież na blogu jako cytuję „Pisarz i dziennikarz; korespondent mediów polskich na Bliskim Wschodzie” w zasadzie kogo lepiej zapytać o sprawy dziejące się na Bliskim Wschodzie jak nie „korespondenta mediów polskich” tamże. Odpowiedzi nie usłyszałem, cóż będę szukał dalej może odpowie mi ktoś kto jest korespondentem np. na Dalekim Wschodzie - mentalność tam trochę inna.
Spotkała mnie przy tym represja. Usunięty za to został mój wpis, w zasadzie autor bloga ma do tego prawo, ale przecież i ja mam zastanowić się dlaczego to zrobił.
Może uznał wpis za niebezpieczny pytania za podchwytliwe, a może po prostu nie zrozumiał moich intencji i wyciął wpis prewencyjnie. To możliwe. W regionie świata, w którym „korespondentem mediów polskich” jest Eli niezrozumienie intencji to zjawisko popularne i powszechne. Żydzi nie rozumieją intencji Arabów detonujących ładunki wybuchowe, więc budują im mur (pewnie zrobiłbym to samo gdyby mi przyszło żyć pod taką nieustanną presją), Arabowie z kolei nie rozumieją intencji Żydów więc podkładają im bomby a często wysadzają się razem z nimi.
Widać zwyczaj nierozumienia intencji przeniósł się też na bliskowschodnich blogerów, którzy nie rozumiejąc komentarzy pod swoim blogiem wycinają je prewencyjnie, chociaż w sumie cieszę się z takiego finału bo idąc za arabskim przykładem Eli Barbur mógł nie tylko wyciąć mój wpis, ale razem z nim zlikwidować całego swego bloga, a może i nawet cały salon24.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)