Właśnie przeczytałem informację o tym, że prezydent zdecyduje się poprzeć rozwiązania gwarantujące parytet kobiet na listach wyborczych. Można się z tego cieszyć lub nie zaleznie od tego jakie podejście się zastosuje i zjakiego punktu widzenia na tą sprawę się patrzy.
Z punktu widzenia sprawiedliwości cieszyć raczej się nie ma z czego, bo bez wyraźnego powodu pewna grupa, w tym wypadku dość liczna, ma zagwarantowany pewien przywilej społeczny. W zasadzie nie wiadomo czym uzasadniony ba nie wiadomo dlaczego akurat taki jest dobór tej grupy, bo kto może dać wystarczające uzasadnienie dla poglądu, że fakt posiadania żeńskich cech płciowych uprawnia akurat do bycia kandydatem do parlamentu czy samorządu.
Z punktu widzenia liberalnego jest to zupełnie niepotrzebna ingerencja państwa w coś co o czym zdecydować może samo społeczeństwo, głosując w wyborach. Jeśli w powszechnej opinii jest niedostateczna reprezentacja kobiet w parlamencie to będą preferowane grupy które to niedoszacowanie będą niwelować i będą stawiać na kobiety. Gdyby taki pogląd istniał w powszechnej opinii, w dużym odsetku wyborców - dziś partia kobiet byłaby poważną siłą polityczną, jaką jest niech każdy odpowie sobie sam.
Dla etatysty poparcie prezydenta dla parytetu to wiadomość wspaniała, w końcu zrobia porządek, znowu cos uregulują zamiast pozwalać na swobodną improwizację. Ordnung must sein.
Kobiety (działaczki ruchu kobiecego)na pewno się ucieszą – osiągnęły polityczny cel, dostały przywilej - zatem trudno to nazwać inaczej niz pełen sukces.
Kobiety (żony i matki) zajmą się swoimi rodzinami i obejrzą kolejny odcinek serialu uznając decyzję prezydenta za wydarzenie bez większego znaczenia.
A polityczni pragmatycy wiedzą swoje… Ktokolwiek uczestniczył w układaniu listy wyborczej albo wie jak to się robi, zdaje sobie sprawę że oto działaczki polityczne w rzeczywistości straciły pewien przywilej anie go zyskały. Do tej pory kobieta, z tej racji, że było ich mniej na liście, dostawała od razu bonus bo rzeczywiście jest pewna liczba wyborców, która ufa kobietom i glosuje tylko na kobiety. Z tego powodu, gdy na liście znajdowało się pięć kobiet i powiedzmy piętnastu mężczyzn, kobiety od razu otrzymywały premię. Teraz, kiedy będzie parytet te głosy rozłożą się na wszystkie kobiety a zatem liczba tego rodzaju głosów na każdą z nich z osobna będzie mniejsza. Ba, mało tego - zadziała druga prawidłowość, bo każdy kij ma dwa końce. Jest pewna grupa wyborców którzy oddają głosy tylko na mężczyzn (znacznie większa niż ta którzy głosują tylko na kobiety), kiedy będzie działał parytet ta większa ilość głosów będzie dzielona na mniejszą ilość kandydatów -mężczyzn. Poza tym mężczyznom może będzie trudniej dostać się na listę, będzie większa selekcja, zatem pojawią się tam lepsi kandydaci bardziej znani, w przeciwieństwie do kandydatek, które będą brane z łapanki byle zapełnić listę, a zatem będą gorszej jakości. Jaki będzie tego finalny efekt? Większy odsetek mężczyzn Sejmie, w samorządach i w polityce. Tak oto kobiety za pomocą realizacji własnych postulatów same się w polityce zmarginalizują i wyeliminują z niej dużą część najlepszych swoich przedstawicielek.
Męski szowinista by tego lepiej nie wymyślił.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)