Powodziowy turysta znowu on tour. Tym razem epatuje troską i współczuciem w Sandomierzu, do którego nie dotarł poprzednium razem. Żałuję, że nie zabrał ze sobą Słońca Peru - słoneczko wiadomo ciepłe to i woda by trochę odparowała - a tak został tytlko lans przed kamerami zamiast dopilnowania administracyjnych mechanizmów pomnocy powodzianom czy po prostuużycia większej ilości wojska do łatania przeciekających wałów. Powodziowy turysta tuszuje nieudolność swojej administracji brylując przed kamerami i opowiadając głodne kawałki. Ja rozumiem że skala opadów mogła zaskoczyc dwa tygodnie temu ale czas mija i po 14 dniach od kataklizmu to mozna sie spodziwać ze rząd zreaguje i wyciagnie jakies wniposki tym bardziej że nawet w mediach zapowiadali i nadal zapowiadają większe opady i nowe fale powodziowe, wiec słuzby podległe premierowi mogły przystapic do umacniania wałów w najbardziej narazonych na pękniecie miejscach i nie zwalac wszystkiego na barki samorządu, bo ten rozmiar klęski żywiolowej przekracza możliwości samorządowców.
A premier stoi tylko z załozonymi rękami, słońce świeci, woda płynie - jak na urlopie. I opozycję można jeszcze skrytykować przy okazji - usłużni dziennikarze to nagłośnią.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)