Portal wprost.pl opublikował taką informację: "Piloci rządowych samolotów nie chcą już wozić polskich polityków. Dziesięciu z nich złożyło wypowiedzenia i odchodzi z wojska - dowiedział się „Wprost". Powód? Dramatyczny stan maszyn, strach przed braniem odpowiedzialności za przewożonych w nich pasażerów, słabe zarobki i... vip-y przesiadające się do rejsowych samolotów. 36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego, który obsługuje rządowe maszyny, liczy łącznie sześćdziesięciu lotników. Odejście, aż dziesięciu osób w jednym momencie może więc oznaczać jego paraliż." W zasadzie można skomentować taką informacje wzruszeniem ramionami i powiedzieć, że rząd realizuje swoje obietnice przedwyborcze i następnym krokiem będzie zezłomowanie przestarzałego sprzętu. Trudno też się dziwić vip-om, ze nie chcą ryzykować latania niesprawnymi samolotami.
Sprawa jest jednak chyba poważniejsza. Dotyczy pewnej tendencji obecnej w polskiej polityce zwłaszcza w okresach kampanii wyborczej. Jest ona skutecznie podsycana przez media - zwłaszcza te bulwarowe, które nie wiedzieć czemu, w Polsce uważane są za opiniotwórcze, choć zasługują jedynie na los makulatury. Wspomniana tendencja dotycząca nie tylko administracji rządowej, ale w równym stopniu tej samorządowej, polega na bezrefleksyjnej absolutyzacji TANIOŚCI w pracy administracji publicznej. Przedmiotem debaty publicznej są zazwyczaj głównie koszty funkcjonowania administracji, ostatecznym i rozstrzygającym argumentem jest zazwyczaj argument finansowy. Nikt nie pyta o jakość usług administracyjnych, o to czy państwo funkcjonuje sprawnie, czy organ administracji dobrze i w całości wypełnia obowiązki nałożone przez prawo. Każdy jest tylko zainteresowany jednym elementem - ceną, przetargi konstruowane są tak, że to cena jest najważniejszym, jeśli nie jedynym, kryterium wyboru. Przez to praca administracji oparta jest o taniochę, rzeczy kiepskiej jakości. W dłuższej perspektywie czasowej takie podejście skutkuje wzrostem kosztów funkcjonowania instytucji publicznych.
Właściwie można powiedzieć, że obecna władza sama sobie zawiniła, bo to Platforma była głównym promotorem tej kampanii taniochy. Obiecali podwyżki sferze budżetowej, które przecież podniosą koszty funkcjonowania państwa a jednocześnie demonstracyjnie pokazywali jak zabierają ochroniarza czy samochód temu czy innemu ministrowi w ramach walki z bizantynizmem. Ta ich walka urosła do rozmiarów takiego absurdu, że zaczyna prowadzić - jak widać na przykładzie rządowych samolotów - do paraliżu instytucji czy wręcz zagrażać funkcjonowaniu państwa. Nie chcę być posądzony o preferowanie bizantyńskiego przepychu - państwo musi być oszczędne, ale gdzieś musi być granica tej bezmyślnej licytacji. Cywilizacja łacińska opiera się na równowadze sfery prywatnej i publicznej - nie zaś na dekonstrukcji czy paraliżu instytucji państwowych. Tani populizm promowany przez Platformę jest ślepą uliczką w rozwoju naszego państwa i odstępstwem od zasad cywilizacji.
Wracając do rządowego lotnictwa to musi ono istnieć, jesteśmy prawie 40 milionowym państwem, może gdybyśmy byli Kosowem, Andorą lub Czarnogórą - moglibyśmy pozwolić na luksus nieposiadania rządowej floty lotniczej, ale jeśli chcemy mieć cos do powiedzenia na świecie, jeśli mamy być regionalnym liderem europejskim, jeśli wreszcie stać nas na utrzymywanie wojsk w różnych miejscach świata, to musi być nas stać na kilka sprawnych samolotów. Jako obywatele powinniśmy domagać się dobrze funkcjonującego państwa, które świadczy wysokiej jakości usługi administracyjne, a nie zadowalać się populistyczną taniochą.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)