Dogadali się, jednak się dogadali i będą ratyfikować traktat. Jest kompromis, jest sukces jednych i drugich - jakiż świat jest piękny, bo w ważnych chwilach Polacy potrafią się dogadać - dla dobra Europy- takie wnioski można wyciągnąć z medialnych informacji o spotkaniu prezydenta z premierem. Na pewno padli sobie w ramiona, dali sobie z dubeltówki, a może nie padali w ramiona, chociaż na pewno paść mogli, bo gdy premier wysiadał ze swojej rządowej limuzyny to miałem wrażenie, że biegł tak, jakby nikogo nie chciał spotkać i może nie zarazić jakimś przypadkowym wirusem, kto wie - może nawet filipińskim, bo tylko zza węgła rzucił do dziennikarzy: "-Wszystko w porządku" i pobiegł dalej. Ale czy „wszystko" to nie wiem, bo głos może jakby trochę filipiński. No jeśli to prawda, to już tam od małżonki swoje dostał, za to że wieczorami się włóczy i taki filipiński wraca. A to wszystko przecież po to, by żyło się lepiej.
Ale dla mnie wszystko w porządku nie jest, bo dlaczego miałbym się nie wypowiedzieć w referendum jakiej ja chcę tej Europy i Unii. Czy jak naród raz wypowiedział się w referendum, że chce do Unii, to już teraz nie ma nic do gadania jaka ta Unia ma być. Pod wieloma względami Unia mi się podoba - Schengen - OK, wspólny rynek, unia celna - super, nie stać nas na bariery celne wewnątrz kontynentu, ale może któryś z euroentuzjastów wytłumaczy mi po co nam jest budowanie centralizmu brukselskiego? Po co na scentralizowane państwo europejskie? Czy mamy lata osiemdziesiąte? Trwa wyścig zbojeń? Ja potrafię zrozumieć motywację Velerego Giscard d‘ Estaigna, bo jest politycznym reliktem wyciągniętym wprost z najgorszych zimnowojennych czasów i bez wątpienia nie rozumie współczesnej Europy i to, co opracował jako traktat konstytucyjny, położy się cieniem na jej przyszłości, rozumiałem chore i anachroniczne antyamerykańskie i prorosyjskie urojenia Chiraca i Schroedere, ale czy opinia publiczna nie potrafi pojąć, że dziś Europie potrzebna jest większa demokratyzacja i decentralizacja, że władza powinna iść w dół do ludzi, a nie do urzędników -zwłaszcza szczebla brukselskiego. Dość już tej ideologii - teraz trzeba zrobić cos dla ludzi.
No i tu nadchodzi druga wiadomość. Obecni i byli parlamentarzyści i euro parlamentarzyści związani kiedyś z LPR a niektórzy teraz z PiS zbierają podpisy pod referendum w sprawie traktatu. Jak podaje Onet.pl mają 300 tys. potrzeba im chyba z pół miliona i wtedy dzisiejsza zgoda prezydenta i premiera nad głowami narodu nic nie będzie znaczyć. Chciałbym, żeby im się udało i żeby, choć to może naiwne z mojej strony, przy okazji tego referendum odbyła się normalna dyskusja bez histerii i na rzeczowe argumenty, a nie obrzucanie się epitetami: jesteś przeciw - Białoruś, jesteś za -zdrajca Ojczyzny. Chociaż nie jestem pewien, czy im się uda - jednak mało czasu na te podpisy - to będę im kibicował, aby w świat popłynęł wiadomość, że Polacy nie potrafili się dogadać - dla dobra Europy.
23
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (3)