Wyjechałem z kraju na kilka dni - wracam, a tu takie zmiany. Traktat zaakceptowany, LiDu nie ma. Zwłaszcza ta ostatnia wiadomość jest ciekawa. Mam wrażenie, że to pierwsze widoczne efekty wizyty przedstawicieli lewicy w Hiszpanii i nauk, jakich udzielił im hiszpański klon Jasia Fasoli. Jak udało mi się dowiedzieć, jedną z osób odpowiedzialnych za wystawienie do wiatru „leśnych dziadków” z ROAD, Unii Demokratycznej, Unii Wolności a w końcu Partii Demokratycznej był Sławomir Sierakowski lewicowy publicysta, kreowany przez pewne środowiska na guru lewicy. Został nawet namaszczony przez Aleksandra Kwaśniewskiego, który najwyraźniej wyleczył się z przypadłości filipińskiej i znowu chce uczestniczyć w polskim życiu publicznym. Dziwię się tej pozycji Sierakowskiego na lewicy, którego wielu chciałoby chyba widzieć w roli patriarchy Geremka, choć wydaje mi się, że intelektualne możliwości szefa Krytyki Politycznej nie sięgają dalej niż potencjał Władysława Frasyniuka. Nie moja to jednak rzecz, jeśli Sierakowski wymarzył sobie rolę lewicowego profety i jeśli znajduje amatorów, którzy w tej roli go akceptują – niech sobie nim będzie. Muszę jednak mu przyznać, że lewica pod jego przewodnictwem duchowym staje się naprawdę lewicowa i odwraca się od tradycji dominującej od ponad 50 lat w Polsce gomułkowszczyzny, tworząc nowy, twardy ideologicznie i bezkompromisowy wobec Kościoła obraz lewicowości.
Zastanowiłem się nad przyczynami tego zjawiska. Lewica często spotyka się z zarzutem antyklerykalności i wrogości wobec katolicyzmu, wynikających z niechęci wobec wiary i apologii racjonalizmu. Mam tymczasem wrażenie, że lewica staje się co raz bardziej partią konfesyjną, która tworzy własną para-religię skupioną m.in. wokół homoseksualizmu. Do niedawna mówiono, że homoseksualizm nie jest orientacją seksualną, ale raczej opcją polityczną. Moim zdaniem homoseksualizm staje się dla lewicy raczej para-religią, z odrębnym zespołem zasad moralnych, ze swojego rodzaju kultem, ze swoimi męczennikami w typie tych nieszczęśników sprowadzonych przez TVN aż z Nowego Jorku. Z resztą ta tworząca się lewicowa para-religijność dokonuje absorpcji do swej doktryny wiary wielu innych wątków i elementów.
W tym świetle wrogość wobec kościoła katolickiego nabiera zupełnie innego znaczenia niż dotychczas sądziliśmy. W żadnym wypadku nie jest to walka o świeckość państwa, ale walka o lewicową konfesyjność państwa i to konfesyjność agresywną, nietolerancyjną czy wręcz fanatyczną. Demokraci cokolwiek o nich sądzić, trzeba im przyznać, że to lewica w zupełnie innym, starym stylu, mało skłonna do zmiany dotychczasowych przekonań moralno-religijnych na nowe – zwłaszcza tak kuriozalne i kontrowersyjne. Różnice w poglądach moralnych - tu chyba należy szukać rzeczywistych przyczyn rozpadu LiD.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)