Okazuje się, że wicemarszałek nie pił, pili jedynie jego partyjni koledzy, którzy właśnie zakończyli sesję sejmiku.
Nie chcę tutaj oceniać postawy radych ani w wymiarze moralnym, ani prawnym.
Najbardziej w całym zdarzeniu zastanawia mnie zachowanie dziennikarzy Gazety Wyborczej. Media działają już teraz niemal jak służby mundurowe a nawet może te specjalne. Zostali wezwani przez pracowników, weszli do gabinetu marszałka, dokonali oględzin miejsca przestępstwa, na którym znaleźli ciasteczka i wodę gazowaną, którą inkryminowani ośmielili się popijać pięciogwiazdkowy koniak. Ewolucja mediów trwa, ale dziś już nie ma wątpliwości, że media są najważniejszą z władz. Mocno bym się jednak zastanowił zanim przyznałbym nowej służbie prawo do rewizji i aresztowań.
Cały hałas towarzyszący aferze alkoholowej działaczy PSL ma swoje inne tło. Otóż w tym tygodniu CBA zatrzymało dyrektora B. z Platformy Obywatelskiej stawiając mu zarzuty innej natury niż raczenie się pięciogwiazdkowym koniakiem. Co więcej, krótko wcześniej w jednym z lubelskich komisów odkryto gruby plik dokumentów, które nie powinny były opuścić urzędu. Nadzór nad departamentem, z którego dokumenty wyciekły miał inny wicemarszałek - działacz Platformy.
Ktoś mógłby pomyśleć, że Gazeta Wyborcza działa na zlecenie polityczne i próbuje robić zasłonę dymną dla prawdziwych afer, ja jednak wierzę, że artykuł jest efektem rzetelności dziennikarskiej połączonej z troską o dobro publiczne.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)