Jak można dowiedzieć nie tylko z lokalnej prasy samorządność w województwie lubelskim kwitnie. W ramach tego rozkwitu CBA aresztowało byłego dyrektora departamentu Urzędu Marszałkowskiego Mirosława B. z Platformy za to, że chciał dać 80 tys. łapówki za zakup pałacu; policja znalazła dokumenty jednego z departamentów tegoż urzędu w jednym z lubelskich komisów i Marszałek musiał rozwiązać tenże departament; peeselowcy degustowali pięciogwiazdkowy koniak w gabinecie wicemarszałka a prezydenta Lublina (PO) odnosi sukcesy w dziedzinie sportu, realizując postulat Kononowicza – wszystko zlikwiduję. Każdą z tych informacji przyjąłem z mniejszym lub większym zaciekawieniem, ale kolejną musiałem przyjąć już ze wzruszeniem i współczuciem. Otóż niedoszły poseł Platformy Obywatelskiej - wójt jednej z gmin przez 4 kadencje - został przyłapany na kradzieży butów za 80 złotych. 10 dni później w tym samym sklepie w Radzyniu Podlaskim polityk pojawił się znowu - tym razem ukradł buty chłopięce za 50 zł. Od razu wyobraźnia postawiła mi przed oczami obraz zapłakanych i bosych dzieci polityka, które nie miały w czym pójść do szkoły. Temida jest jednak ślepa - polityk złapany dwukrotnie na gorącym uczynku odpowie za swoje postępowanie przed sądem. Swoją drogą tak oto wygląda cud gospodarczy Tuska w okolicach serialowych Wilkowyj, nawet osoby, które teoretycznie powinny być jego beneficjentami muszą kraść buty dla swych dzieci, a przecież wystarczyłoby, żeby dyrektor Mirosław B. pooglądał telewizję, pomyślał chwilę i przeznaczył chociaż 1 procent ze swojej łapówki na buty dla swego politycznego kolegi i jego dziecka, to przynajmniej jeden z nich miałby mniejsze kłopoty z wymiarem sprawiedliwości. Tylko 1 procent, a tak wiele może zmienić.
55
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (2)