Długi weekend już minął, dowiedzieliśmy się w tym czasie kilku ciekawych rzeczy: Ali Agca wystąpił o polskie obywatelstwo, bo chce spędzić resztę wyroku w polskim więzieniu - a potem osiąść w naszym pięknym kraju na stałe, jestem pewien, że jego przyszli koledzy spod celi przyjęli by go z radością, podobnie jak sąsiedzi w miejscu, w którym chciałby zamieszkać. Mogliśmy też wysłuchać orędzia premiera, który jak się dowiedzieliśmy z wystąpienia będzie teraz przejawiał troskę o emerytów i głodne dzieci. Dostrzegliśmy też wysiłki rządu, który czuwa i szuka oszczędności w przyszłorocznym budżecie w czasie kiedy naród się bawi i wypoczywa. Efekty tych prac mogliśmy poznać w poniedziałkowy poranek, kiedy dowiedzieliśmy się, że rząd szukając przez trzy dni oszczędności, wypracował koncepcję ograniczenia prerogatyw prezydenta - co nie wydaje się w ustach przedstawicieli koalicji rządzącej szczególnie oryginalnym pomysłem, bo w zasadzie niczym innym merytorycznie się nie zajmuje od początku swojej kadencji. Widać spindoctorzy uznali, że lepiej zaprezentować stare pomysły lepiej dopracowane niż nowe nie do końca przemyślane.
Po weekendzie wszyscy wrócili do pracy a wieczorem mogli obejrzeć wydarzenie numer jeden dzisiejszego dnia - debatę prezydencką Kaczyński - Lis. Celowo piszę, że była to debata, bo trudno rzecz uznać za wywiad z formalnego punktu widzenia. Celem wywiadu jest przedstawienie publiczności telewidzom czy słuchaczom osoby gościa programu, którym był w tym przypadku niewątpliwie Prezydent RP Lech Kaczyński. Wydarzenie, którego byliśmy świadkami na antenie TVP2 moim skromnym zdaniem miało za zadanie udowodnić jedynie elokwencję i błyskotliwość gospodarza programu (ambicje - w tym nawet prezydenckie - Lisa są tajemnicą poliszynela), tym razem na tle urzędującego prezydenta.
Pomimo tego, iż redaktor Lis dobrze przygotował się do programu odniosłem wrażenie, że mimo wszystko nie udało mu się zrobić wrażenia jakie chciał osiągnąć, powiem szczerze - REDAKTOR LIS WYPADŁ BLADO. Choć przyznam, że nie zgadzałem się z wieloma poglądami głowy państwa to przyznać muszę, że prezydent Kaczyński z uśmiechem na ustach, łatwością i dużym spokojem odpowiadał na dosyć płytkie naiwne i dość oklepane zarzuty swego interlokutora. Przyznam, że ten spokój, przechodzący czasami w pobłażliwość, odrobinę mnie zaskoczył oczywiście pozytywnie. Zepchnięty do narożnika redaktor Lis starał się posiłkować przytoczeniem wypowiedzi Lecha Wałęsy, który to po raz kolejny udowodnił jakim nieporozumieniem jest jego obecny udział w życiu publicznym i jak ograniczone są obecnie jego możliwości percepcji i analizy rzeczywistości. Na koniec, mimo takiego niekorzystnego dla siebie przebiegu debaty, redaktor Lis - jak zwykle w pełni ukontentowany swoimi poczynaniami - rzucił rękawicę kolejnemu potencjalnemu kontrkandydatowi do najwyższego urzędu w państwie mianowicie aktualnemu premierowi, w tej debacie oceniłbym szanse redaktora znacznie wyżej, ale zobaczymy - o ile Tusk rękawicę podejmie. Pomimo tego, iż redaktor Lis nie jest największym tytanem intelektu i nie cechuje go przesadna głębia refleksji (zwłaszcza autorefleksji) to jednej rzeczy można mu pozazdrościć mianowicie pewności siebie płynącej niezmiennie z uwielbienia własnej osoby.
93
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (8)