Przyszła wiosna wszystko budzi się do życia, kwitnie i rozwija się - dlaczego nie miałaby kwitnąć polska demokracja – zwłaszcza, że przecież rządzi słynąca cudami Platforma Obywatelska. No i początek maja przynosi nam zaskakująco burzliwy rozwój demokracji. Okazuje się (jak twierdzi Onet.pl za RMF FM), że Wojsko Polskie wysłało do Afganistanu nieśmiałego dowódcę plutonu. Nieśmiały dowódca do tego stopnia obawiał się swojego zastępcy, że kiedy zobaczył, że jego żołnierze strzelają do wioski, to bał się wstrzymać ogień. W związku z tym, że w wyniku ostrzału wioski zginęło kilku cywilów, a kilku dalszych zostało rannych, do aresztu trafiło siedmiu naszych żołnierzy.
Od dłuższego czasu przeciwko temu protestują żony i rodzice aresztowanych. Trudno się temu dziwić, że rodziny chcą mieć swych mężów i synów w domu, ale zdziwienie musi budzić stosunek mediów do tej sprawy, które najwyraźniej kibicują rodzinom żołnierzy, dzięki temu żony i matki mogą chodzić z podniesioną głową jakby czyn, o który są oskarżani żołnierze był aktem heroizmu. Nie chcę przypisywać im winy, bo to należy do sądu, ale związek przyczynowo skutkowy między oddaniem strzałów a śmiercią i ranami cywilów jest oczywisty. To o co są oskarżenie mężowie i synowie protestujących nie tylko o ciężkie zbrodnie, ale też czyny, które są jednymi najbardziej hańbiących mundur polskiego żołnierza w jego historii, tymczasem rodziny chodzą w glorii męczenników adorowane przez media, spotykają się z Ministrem Sprawiedliwości, który zapewnia je o wsparciu i pomocy.
Jeszcze raz podkreślam nie przesądzam o niczyjej winie, w warunkach wojennych taka ocena jest znacznie trudniejsza niż w normalnych warunkach, może wystąpić szereg okoliczności łagodzących, ale są też okoliczności, które uzasadniają ich aresztowanie, niech oceną zajmie się sąd, ale to przymilanie się i merdanie ogonem osób reprezentujących władze państwowe do mediów w imię poprawienia sondaży tej czy innej partii sprawia, że opinia publiczna traci z oczu prawdziwą perspektywę i rzeczywisty obraz zdarzeń, a sądy nie mogą dokonać autonomicznej i merytorycznej oceny, będąc pod nieustanną presją mediów.
Podobnie ma się rzecz z uwolnionym wczoraj od części zarzutów doktorem Mirosławem G - nikt nie chce czekać na rozstrzygnięcia sądu, ale próbuje się wyprzedzać wyroki i narzucać wymiarowi sprawiedliwości medialne schematy opracowane na bieżące potrzeby polityczne, choć przedstawiane oczywiście jako święty vox populi. Niestety trzeba przyznać, że działania te są skuteczne i wyroki, jakie zapadają w głośnych medialnych sprawach, są skażone presją tzw. opinii publicznej, bo każdy chyba przyzna trudno nazwać pozostawienie sączka w ciele pacjenta mistrzostwem sztuki lekarskiej, nawiązując do wczorajszych rozstrzygnięć prokuratorów. Oczywiście można ten proces nazywać demokratyzacją, ale nie jestem pewien czy powinniśmy być w pełni usatysfakcjonowani takim obrotem sprawy, bo życie w takim typie demokracji bezpośredniej, w którym decyzje podejmuje bezładny i miotany zmiennymi nastrojami, sterowany przez media tłum, nie będzie należało do bezpiecznych i przyjemnych.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)