Pół roku rządu Tuska nie przyniosło oczekiwanego cudu gospodarczego, na który, jak nas zapewniał obecny premier w kampanii wyborczej, Polska zasłużyła. Z okazji jubileuszu rządu, kroczącego od sukcesu do sukcesu, premier z kolei zasłużył na nagrodę - atrakcyjną wycieczkę zagraniczną, która -jak mogliśmy się dzisiaj dowiedzieć z ekranów telewizorów- zapewne w ramach oszczędności i wcielania w życie idei taniego państwa, będzie kosztowała podatnika zaledwie półtora miliona złotych. Wizyta w Ameryce Płd. zapewne pozwoli odetchnąć premierowi od trudów dnia codziennego, kiedy to ofiarnie nie szczędząc sił walczy o moją i Państwa lepszą przyszłość, oczywiście jeśli akurat nie gra w piłkę z kolegami.
Pisałem niedawno w moim blogu, że rząd Tuska dostaje zadyszki, bo polityka miłości oparta na PR jest w stanie głębokiej zapaści. Być może rząd już całkiem jej zaniechał, skoro sięgnął po zabawki, z którymi do tej pory nie był kojarzony. Pamiętam, kiedy tuż po wyborach pani profesor Jadwiga Staniszkis, osoba, którą bardzo szanuję i cenię sobie jej opinie wypowiedziała zdanie, które miało tłumaczyć porażkę wyborczą PiS. Diagnozowała, że Polacy wybrali w tych wyborach nie tyle tą czy inną partię, ale taką, a nie inną wizję państwa. O ile PiS reprezentował stary - ciężki typ państwowości oparty na resortach siłowych, o tyle Platforma stworzyła wizerunek państwa w wersji light, nieopartego na służbach specjalnych, policji czy prokuraturze, państwa przyjaznego człowiekowi, państwa spolegliwego. Profesor Staniszkis miała rację o tyle, że spindoctorzy Platformy rzeczywiście taką wizję stworzyli, ale chyba sama nie sądziła, że tak szybko liderzy PO odstąpią od jej realizacji, chyba że za realizację państwa w wersji light uznamy bezprawne zatrzymania znanych biznesmenów (np. szef Comarchu prof. Filipiak) czy ostatnie działania wobec dziennikarzy. Prawdopodobnie w najczarniejszych snach pani profesor Staniszkis, z resztą wątpię czy ktokolwiek nawet z opozycyjnego PiS przewidywał, że tak będzie wyglądała realizacja polityki miłości. O ile w potocznej opinii można się było spodziewać jakichś działań aferalnych i korupcyjnych (wiadomo liberałowie) o tyle historie (bez wnikania w szczegóły), które przydarzają się ostatnio dziennikarzom, członkom komisji weryfikacyjnych, tudzież asystentom niektórych posłów wywołują przede wszystkim duże zdziwienie, a dopiero później oburzenie. Nie chcę tutaj dociekać przyczyn tego zjawiska, czy jest to działanie w złej wierze czy bardziej nieudolność premiera i brak umiejętności zapanowania nad administracją, a może bardziej nad ludźmi, których wyznaczył do kierowania nią, jedno jednak jest pewne, kiedy następnym razem ludzie Tuska bezprawnie załomoczą o świcie do Twoich drzwi albo może kogoś bezpodstawnie zatrzymają, trzeba mieć w głowie słowa Arystotelesa: ignorancja w połączeniu z władzą rodzi szaleństwo i wyciągać z nich wnioski.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)