Ostatnio dowiedziałem się, że Prezydent żywi do mnie głęboką niechęć. W wywiadzie dla sobotniej Rzeczpospolitej dał upust swej niechęci do endecji, więc zakładam, że uczucie to dotyczy także mnie - endeka. Mógłbym powiedzieć - trudno nie wszyscy muszą mnie lubić i zakończyć temat, ale myślę, że przy tej okazji warto dokonać pewnej refleksji nad dorobkiem narodowej demokracji. Nie chcę oczywiście tu wnikać w szczegóły i meandry ideowe ruchu narodowego i dokonywać dogłębnej analizy programu i faz rozwoju tego ruchu. Mamy bowiem wiele prac historyków, którzy uczynili z tego zagadnienia przedmiot swoich prac naukowych.
Zakładam, że niechęć pana Prezydenta do endecji jest szczera i nie jest efektem jakiegoś koniunkturalizmu narzuconego przez pewną poprawność polityczną funkcjonującą w świecie polskiej polityki, gdzie słowu endek nadano pejoratywne znaczenie doklejając w domyśle słowo antysemita jako jego synonim i niechęć ta jest efektem pewnych przemyśleń. Lech Kaczyński we wspomnianym wywiadzie deklaruje, że docenia wielkie zasługi endecji w krzewienie świadomości narodowej Polaków, ale upatruje źródło swej niechęci do niej w tym, że endecja uczyniła z antysemityzmu źródło konsolidacji narodu. Uważa też, że antysemityzm ten miał charakter gospodarczo-ekonomiczny i różnił się od innych znanych z historii, jakie – trzeba dodać -często bywają jej przypisywane przez polskojęzyczne media i wydawnictwa przy różnych okazjach przez różnych pseudohistoryków udających naukowców. Nie chcę tutaj weryfikować tej tezy, ani robić jakichkolwiek analiz dowodzących czy endecja była, czy nie była antysemicka oraz czy jej rzekomy antysemityzm miał charakter ekonomiczny, rasistowski czy może jeszcze inny.
Moim zdaniem źródłem niechęci prezydenta Kaczyńskiego do endecji wbrew temu co deklaruje jest podobnie jak w przypadku większej części polskiej klasy politycznej brak właściwego zrozumienia na czy polegała myśl polityczna endecji, na czym polegała jej istota. Nie chodzi mi o bogatą wiedzę o nurtach, ideach i historii, ale o właściwą interpretację tego czym było główne przesłanie endecji. Otóż najważniejszym jej przesłaniem był fakt uznania narodu za centralne pojęcie we wszystkich działaniach politycznych. Nie państwa, nie jakiejś wspólnoty terytorialnej, nie jakiegoś zespołu praw i wolności, nie jakichś abstraktów społecznych, ale określonej grupy ludzi stanowiących wspólnotę narodową. Łatwo zrozumieć takie podejście wziąwszy pod uwagę okoliczności w jakich rodził się ruch narodowy. Polacy zamieszkiwali w trzech państwach zaborczych, z których każde było państwem wielonarodowym – istniała zatem konieczność znalezienia czynnika, który by stanowił podstawę budowy wspólnego państwa. Endecja postawiła na element etniczno-kulturowy chyba najbardziej oczywisty w ówczesnych warunkach. Wszystko co działo się później, stanowiło tylko konsekwencje tego wyboru. Mimo, iż endecja w swojej historii miała w sumie znikomy udział w rządach, to jej główne oddziaływanie odbywało się na płaszczyźnie intelektualnej głównie poprzez szereg organizacji społecznych i gospodarczych, które bliżej lub dalej były związane z myślą endecką. Doszło do paradoksu, że organizacja, która w małym stopniu formalnie uczestniczyła w rządach, na płaszczyźnie intelektualnej życia publicznego posiadała niekwestionowany rząd dusz, jej postulaty do tego stopnia wrosły w świadomość społeczną, że jej główni przeciwnicy musieli je uwzględniać i realizować. Działo się tak w okresie przed II wojną światową (OZON), co spowodowane było dość znacznymi niedostatkami koncepcyjnymi sanacji. Proces ten realizował się też po wojnie. Wprawdzie władza komunistyczna funkcjonowała w oparciu o nadanie ZSRR i była ograniczona nakazami z Moskwy, ale wszędzie tam gdzie pozostawiono jej swobodę komuniści najczęściej na swój prymitywny sposób też musieli endeckie postulaty wykorzystywać. Wynikało choćby z faktu, że Polska po II wojnie światowej stała się krajem jednorodnym etnicznie, więc racja stanu bliska była interesowi narodowemu a zakres pojęcia państwo zakresowi pojęcia narodu. Proces ten dokonywał się także po roku 1989, doskonałym przykładem jest ustrój samorządu terytorialnego, który jest bardzo podobny do tego postulowanego przez endecję. Dzisiaj zazwyczaj nie zdajemy sobie nawet sprawy ile spośród postulatów politycznych endecji funkcjonuje jako „oczywista oczywistość” w polskim życiu politycznym.
Endecja formułowała swe rozwiązania pod kątem potrzeb narodu funkcjonującego w ramach państwa niejednorodnego etnicznie i w czasie zaborów i potem w okresie II Rzeczpospolitej. W ramach państwa narodowego pewne postulaty endeckie były tak naturalne i oczywiste, że aż prawie transparentne. Dzisiaj, kiedy znajdujemy się w Unii Europejskiej, kiedy coraz bardziej uwidacznia się konkurencja dwóch koncepcji Europy: konserwatywnej Europy narodów zmierzającej do decentralizacji i federalistycznej paneuropy wbrew logice dążącej do wzmacniania władzy instytucji centralnych, kiedy nasila się swobodny przepływ ludności, liczne są migracje, należy się spodziewać że intelektualny dorobek endecji będzie musiał zyskiwać na znaczeniu expresis verbis, narody są bowiem w zbyt dobrej kondycji zwłaszcza po przyjęciu do Unii państw Europy środkowej i środkowo wschodniej by skazywać je na odesłanie do lamusa historii. Odwołanie się do narodu jako centralnego punktu działań politycznych stanie się dla polityków koniecznością, jeśli Polska będzie chciała w Unii odgrywać rolę większą niż jednostka samorządu terytorialnego. Ignorowanie zaś endeckich postulatów zwłaszcza przez polityków prawicy będzie powodem ich marginalizowania i degradowania do drugoplanowej roli. Nie oznacza to oczywiście automatycznej reaktywacji endecji jako obozu politycznego w dodatku pod jej własną nazwą, ale sądzę, że renesans i nobilitacja jej intelektualnego dorobku w ramach szerszej konserwatywnej formacji jest oczywista i nieunikniona. Ta moja futurystyczna wizja, wysoce prawdopodobna - choć przyznaję - brzmiąca dzisiaj nieco jak science fiction, nie jest najlepszą wiadomością dla pana prezydenta Kaczyńskiego, który mimo głębokiej niechęci do endecji powinien jak najszybciej zakupić komplet dzieł Dmowskiego i zacząć je studiować, oczywiście, jeśli chce pozostać w mainstreamie polskiej polityki.
PS. Jeśli jestem już przy osobie pana Prezydenta to jak się dowiedziałem został on ogromnie doceniony i wyróżniony – mówię to bez zgryźliwości. Mianowicie otrzymał od organizacji Human Rights Watch nominację do Hall of Shame. Pamiętam, że kiedy mój kolega po opublikowaniu artykułu czy felietonu został zacytowany i wyróżniony Absurdem Tygodnia przez Gazetę Wyborczą chodził i chwalił się tym jakby otrzymał Pulitzera, szczerze mu tego wszyscy zazdrościli, tak jak ja zazdroszczę prezydentowi tego Hall of Shame.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)