Tak się jakoś stało, że przez pewien okres telewizji mniej oglądałem i nie zaglądałem do gazet prawie wcale - nabrałem więc wielkiego dystansu do doniesień medialnych a w zasadzie do całej tej medialnej rzeczywistości, którą nam media codziennie usiłują wtłoczyć do głów. Ostatnio jednak zakupiłem sobie kilka czasopism i zdarzyło mi się obejrzeć kilka telewizyjnych serwisów informacyjnych. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po przerwie w obcowaniu z mediami nie znalazłem już wściekłych ataków na PiS, jakie były standardem przed moim rozbratem z mediami.
Otóż ku mojemu osłupieniu okazuje się, że to nie PiS jest zły, ale cała klasa polityczna nie zasługuje na zaufanie. Być może jest to tylko subiektywne pierwsze wrażenie, może to tylko taki szok medialny po dłuższym braku kontaktu, ale wydaje mi się że przez ostatnie kilka tygodni media przeszły małą metamorfozę. Dziennikarze odpowiedzialni za dojście Platformy do władzy - odpowiedzialni w tym równym stopniu co naród niemiecki za wyniesienie na wyżyny nazistów - zaczynają odczuwać pewien dyskomfort moralny. Co może czuć myślący człowiek, kiedy opcja polityczna, którą wspierał i promował robi owację na stojąco urzędnikowi podejrzanemu o korupcję, kiedy ten pomimo ciążących na nim podejrzeń wraca do pracy jak gdyby nigdy nic, twierdząc, że musi z czegoś żyć. Tak się przy tym składa, że inkryminowany urzędnik to bliski znajomy premiera i do niedawna skarbnik partii rządzącej na Pomorzu. Co musi czuć dziennikarz, który poświęcił swoją i tak wątpliwą reputację obiektywności, angażując się w nagonki polityczne na PIS tylko po to, aby utorować drogę do władzy ekipie, która na podstawie zeznań jednego człowieka ze służb specjalnych usiłuje wsadzić do więzienia innego dziennikarza doprowadzając go do prób samobójczych. Co musi czuć taki dziennikarz, kiedy słyszy ataki na prezydenta ze strony dwóch prominentnych działaczy partii, którą dotąd popierał i oddał serce, ataki na tak prymitywnym poziomie, że wstydziłyby się ich chyba nawet orangutany z warszawskiego ZOO? Co wreszcie musi czuć kiedy słyszy o tym ze w czasie święta narodowego urzędnik z partii rządzącej nie chce dopuścić do złożenia kwiatów pod pomnikiem przedstawicielowi opozycji? Co czują kiedy widzą nieudolność tej władzy na każdym praktycznie polu?
Muszą oni wszyscy czuć się co najmniej nieswojo, a może nawet głupio.
Nie dziwi mnie zatem ton, który znajduję w czytanych przeze mnie opiniach - pełen rozczarowania wobec całej klasy politycznej, wobec wszystkich polityków i politycznych opcji. Wielu ich autorów naprawdę wierzyło w Platformę. Nie chcę tutaj dotknąć przyzwoitych dziennikarzy, ale przecież dziennikarze jako grupa zawodowa w większości poświęcili swą niezależność na rzecz zaangażowania w odsunięcie PiS i Kaczyńskich od władzy, szczerze włączyli się w nagonkę na nich i wspieranie Platformy i Tuska. Szczerze to znaczy nie z wyrachowania, nie dla doraźnych korzyści - choć i tacy na pewno byli w znacznej liczbie. Dali się uwieść rzeczywistości, którą sami współtworzyli, a dziś zaczynają zbierać efekty tego zaangażowania w postaci moralnego bankructwa ich postawy, utraty zaufania i wiarygodności. Może wielu z nich nawet tej sytuacji nie zrozumie, bo obiektywność, rzetelność dziennikarska i wszelkie standardy moralne pracy dziennikarskiej coraz bardziej odchodzą w niebyt, ale dobrze, żeby choć dla części ta sytuacja stała się - nawet jeśli nie nauką - to przynajmniej powodem do refleksji. Jakoś w związku z tą obserwacją przyszła mi do głowy analogia - oczywiście przy zachowaniu wszelkiej proporcji - z książką Jacka Trznadla Hańba Domowa - może zatem pozwolę sobie zacytować fragment wstępu ze szczególną dedykacją dla wszystkich tych dziennikarzy, którzy zawiesili swe zawodowe standardy, sprzeniewierzyli je i poszli na współpracę: „przecież to hańba dla intelektualisty ugiąć się przed rzeczywistością kłamliwą i despotyczną tylko dlatego, że jest, że zewsząd otacza".


Komentarze
Pokaż komentarze (15)