Zawsze uważałem się za endeka i zawsze były mi bliskie poglądy konserwatywne, zawsze też byłem zwolennikiem poprawnych stosunków z Rosją, tym bardziej nie mogę wyjść ze zdumienia, kiedy czytam opinie osób, które określają swoją postawę polityczną, jako konserwatywną lub endecką jak bardzo różni nas sposób patrzenia na polskie sprawy, sposób patrzenia interes narodowy, na rację stanu, na politykę zagraniczną polski w kontekście relacji polsko-rosyjskich. Chcę już na samym początku zaznaczyć, że niniejszy tekst nie dotyczy stosunku do Rosji polityków Lewicy to zupełnie inne zagadnienie, ja chcę tutaj skoncentrować się na prawicowej rusofilii.
Mam na myśli głównie teksty opublikowane w ostatnich dniach na salonie24 autorstwa Adama Wielomskiego „Gruzja, czyli katastrofa polskiej dyplomacji” „Gruzińska lekcja” „Show w Tbilisi” i Sylwestra Chruszcza „Gruzja, Rosja i kwestia polska” „www.prezydent.ge, czyli Niemcy znów wygrywają”, „Rusofobia a zdrowy rozsądek” oraz innych przedstawicieli paleokonserwatystów i paleoendeków. Używam tych określeń nie po to, żeby kogokolwiek obrazić, ale aby podkreślić różnicę między współczesną myślą konserwatywną i endecką a jej formami archaicznymi, które znajduję w wypowiedziach wspomnianych publicystów.
Zawsze było mi bliskie trzeźwe realistyczne spojrzenie, jakie reprezentowała Narodowa Demokracja - wypracowane głównie dzięki aktywności publicystycznej Romana Dmowskiego. Rzeczywiście Dmowski reprezentował opcję prorosyjską, choć nigdy dla mnie nie ulegało wątpliwości to stanowisko wynikało z bieżącej oceny sytuacji politycznej. Jego plan był prosty po pierwsze należy zjednoczyć ziemie polskie po drugie uzyskać niepodległość. Uznając Niemcy za groźniejszego z zaborców postanowił oprzeć się na sojuszu z Rosją, bo była wystarczająco ekspansywna, aby osiągnąć wraz z nią pierwszy z założonych celów (zjednoczenie ziem). Była też wystarczająco odmienna kulturowo i niedorozwinięta gospodarczo, by w kolejnym kroku osiągnąć drugi z celów. Nigdy jednak nie traktował tego stanowiska dogmatycznie i kiedy uznał, że Rosja przestała być areną najważniejszych dla Polski wydarzeń, potwierdził to swoim wyjazdem na zachód Europy i szukaniem poparcia dla idei niepodległej Polski wśród Anglików i Francuzów.
Realistyczna polityka wymaga nieustannego szukania interesu swego kraju i szybkiego reagowania na zmianę sytuacji w układzie sił na arenie międzynarodowej. Tymczasem, kiedy czytam wpisy wspomnianych blogerów cierpnie mi skóra, kiedy realizmem w polityce nazywany jest aprioryczny serwilizm wobec państwa, które systematycznie stara się nam szkodzić na arenie międzynarodowej, prowadzi politykę nacechowaną ekspansywnością i agresją oraz próbuje tymi czy innymi metodami podporządkować sobie największą możliwą liczbę państw programowo lekceważąc ich suwerenność. Jaki interes Polski panowie Wielomski i Chruszcz znajdują we wspieraniu imperialnych dążeń takiego państwa? Może warto byłoby pomysleć o próbie wzmocnienia pozycji własnego państwa na arenie międzynarodowej, bo prezydent Kaczyński budując i stając na czele "koalicji samolotowej" chyba oba środowiska w tej kwestii mocno zdystansował czego zdaje się nie mogą mu wybaczyć.
Mam wrażenie, że postawa wobec Rosji wspomnianych blogerów podszyta jest strachem. Czego się obawiają, przed czym nas przestrzegają? Ropa, gaz? Czy dostajemy od Rosjan coś za darmo? Płacimy i to słono, podejrzewam, że nie mają dla nas żadnej taryfy ulgowej, a jeśli im przyszłoby głów jeszcze podwyższyć ceny to będziemy po prostu będziemy kupować te surowce od kogo innego istnieje przecież światowy wolny rynek. Może będzie nas to skutkowało przejściowym kryzysem paliwowym, ale ekonomia nie znosi próżni znajdą się tacy, co nam chętnie tej ropy i gazu dostarczą. Embargo na towary czy żywność – mamy w tej sprawie niemałe doświadczenie jakoś przez dwa lata Polska się nie zawaliła, kiedy obowiązywał zakaz dostarczania mięsa, jako sankcja karna za pomarańczową rewolucję. Zresztą - jak dwie strony mogą zrobić korzystny interes to zrobią go, nawet wtedy, kiedy nie będą się lubić. Każdy kto się zajmuje biznesem wie to doskonale, tylko nawiedzeni politycy patrzą na to w odmienny sposób.
Ale kogo tak naprawdę panowie publicyści się boją? Jaki jest potencjał Rosji w stosunku do grupy krajów, które miały swych reprezentantów w rządowym samolocie, który ruszył we wtorek w kierunku Tbilisi (Polska, Ukraina, Litwa, Łotwa i Estonia)? Czy Rosja to aż tak wielka potęga że należy się jej bać? Demograficznie to około dwie trzecie potencjału Rosji, który i tak systematycznie topnieje albo jest sinizowany i mongolizowany. W sferze gospodarczej (PKB) to około połowa aktualnego potencjału tego kraju. Gdyby porównać te proporcje w relacjach Rosji i największych państw świata (USA, Chiny) to kraje „grupy samolotowej” wypadają w tym porównaniu znacznie lepiej niż Rosja. Dla przykładu PKB USA jest ponad 6, Chin 3 a Japonii 2 razy większe niż Rosji i czy Rosjanie mają z tego powodu jakieś kompleksy? My też ich mieć nie powinniśmy, nie można Rosji demonizować.
Pytam - zatem - jeszcze raz: czy jest -tak naprawdę- czego i kogo się obawiać oraz gdzie jest interes Polski we wspieraniu imperialnej polityki Rosji? Gdzie jest w tym realizm polityczny? Chyba w interesie Polski jest zmniejszanie się tej siłowej dysproporcji między Polską a Rosją a nie jej zwiększanie. Poza tym trudno nawiązywać jakiekolwiek partnerskie sojusze z kimś, kto traktuje swojego vis- a- vis jak potencjalną zdobycz - sojusz wilka z owcami jest chyba sojuszem dosyć egzotycznym. Chyba zatem w naszym interesie nie jest by Rosja budowała swoje imperium, ale by była normalnym państwem, z którym będziemy mogli robić normalne interesy na zasadzie równości i wzajemności. Chyba panowie paleokoserwatyści i paleoendecy temu nie mogą zaprzeczyć.
Jeszcze mógłbym zrozumieć kogoś, kto ma poglądy rewizjonistyczne i chce powrotu Lwowa do macierzy w tym celu dąży do rozbicia Ukrainy na dwie części i wcielenia jednej z nich do Polski a drugiej do Rosji. Zakładam jednak, że żaden z panów rewizjonistą nie jest, no chyba, że Chruszcz jako europoseł chce w ten prosty sposób poszerzyć jurysdykcję organu, w którym zasiada.
W poprzednim wpisie pisałem o tym, że znany nam z historii Polski serwilizm wobec naszego wschodniego sąsiada na przestrzeni dziejów wynikał z różnych przyczyn, czy to ze względu na spodziewane korzyści indywidualne czy partykularne. Nie mam wątpliwości, że miały te postawy w sobie więcej realizmu niż postawa reprezentowana na blogach przez panów Wielomskiego i Chruszcza. Ich serwilizm jest kompletnie odrealniony, bo moim zdaniem wynikający z irracjonalnej i mało dla mnie zrozumiałego sentymentu wobec Moskwy. Ten nostalgiczny serwilizm dodatkowo podparty jest dogmatyczną i bezkrytyczną, żeby nie powiedzieć talmudyczną, postawą wobec ideowych antenatów, traktującą ich poglądy jako aksjomat dzisiejszej postawy.
Zupełnie na koniec - trochę na innej płaszczyźnie nie związanej z polityką- muszę się przyznać, że nieustannie w tej kwestii nasuwa mi się pytanie dlaczego środowiska (paleo)konserwatywne i (paleo)endeckie tak werbalnie związane z kulturą Zachodu, z dziedzictwem cywilizacji łacińskiej, z tradycją świętego kościoła rzymskiego wybrały sobie taki marny obiekt westchnień, który jest tak ideowo daleki i nijak nie przystaje do promowanych przez nich wartości; dlaczego chcą stać przed nim w strachu z uszami położonymi po sobie i mocno ściśniętymi pośladkami? Czy postulowany przez nich „realizm” polegający na wspieraniu agresji, zabijania cywilów, podłości, cynizmu czy zwykłego międzynarodowego bandytyzmu nie jest, aby stosowaniem podwójnych standardów moralnych? Czy nie jest przypadkiem oddzielaniem polityki od moralności?


Komentarze
Pokaż komentarze (10)