W poprzedniej notce pisałem, że groźby Rosji dotyczące wstrzymania dostaw koniec końców są będą dla Rosji miały przeciwne skutki do zamierzonych, a ich realizacja byłaby dla Rosji zgubna. Ryzykując mała prognozę napiszę może niezbyt odkrywczo, że wszystko wskazuje na to, że także Niemcom (także całej Unii Europejskiej) nie jest na rękę scenariusz szybkiej destabilizacji Rosji. Nie jest to kwestia ideologicznej i geopolitycznej prorosyjskości, ale pragmatyzmu. Pojawiają się już ewidentne znaki, że szczyt Unii Europejskiej nie przyniesie jakiegoś rewolucyjnego przełomu i raczej nie zostaną nałożone jakieś drakońskie sankcje. Jest to całkowicie zrozumiałe, bo przecież Unia Europejska ma w Rosji rozliczne interesy i zostałyby one zagrożone w razie nagłej destabilizacji. Wprawdzie Niemcy i Francja nie podejmą żadnych nagłych kroków, ale na pewno długofalowo będą inaczej budować swój portfel paliwowy, co będzie dla Rosji może najbardziej dotkliwą sankcją. Zresztą polityka energetyczna stanie się przez te wydarzenia dużo ważniejszym tematem na forum europejskim niż dotychczas.
Rosja i tak okaże się najbardziej poszkodowanym krajem w całym zamieszaniu, bo straty, jakie poniosła w wizerunku przełożą się dla niej na konkretne straty materialna w postaci mniejszych inwestycji, ucieczki kapitału i co najważniejsze mniejszym zaufaniem na rynku paliwowym, co zaowocuje w przyszłości mniejszymi wpływami ze sprzedaży surowców. W zestawieniu z zyskami w postaci zademonstrowania swej militarnej siły, o której nikt nie wątpił oraz uznania niepodległości dwóch powiatów i kilkunastodniowych manewrów na terenie Gruzji Rosja jest na tej wojnie przegrana. Rosji chyba nikogo nie udało się przekonać, że umowy z nią są bezpieczniejsze niż z innymi dostawcami ropy kaspijskiej, co było chyba celem niektórych działań jak wysadzenie pociągu z ropą i ostentacyjne przejmowanie kontroli nad głównymi szlakami komunikacyjnymi Gruzji.
Jeśli można snuć jakieś prognozy to Gruzja, mimo strat terytorialnych, zyska na swoim bezpieczeństwie, bo ceną braku antyrosyjskich represji, jeśli nie będzie wejście do struktur atlantyckich to, co najmniej rozmieszenie wojsk Unii jako sił rozjemczych na terytoriach Gruzji i jej zbuntowanych prowincji Osetii i Abchazji. Doniesienia Der Spiegel o znalezieniu jakichś dowodów przeciwko Gruzinom jest oczywistym backgroundem pod decyzję o niestosowaniu represji wobec Rosji, ale może też przynieść jakieś przykrości w stosunku do Michaiła Saakaszwiliego. W zależności jak ocenią jego postawę rodacy i sojusznicy może stracić stanowisko, ale gdyby nawet się tak stało to Amerykanie mają w odwodzie panią Nino Burdżanadze, która bez szkody dla interesów Amerykańskich może zastąpić obecnego prezydenta, sama zaś wojna raczej wzmocniła pozycję Waszyngtonu w tamtej części świata niż ją osłabiła.
Pozycja Polski też raczej nie uległa osłabieniu i nie chodzi nawet o sympatię Gruzinów, ale dla mnie znaczącym faktem jest zachowanie rosyjskiej dyplomacji, mimo pomrukiwań rosyjskich wojskowych i początkowego odwołania planowanej wizyty szefa rosyjskiego MSZ w Polsce potem szybko się z tej emocjonalnej decyzji wycofano, a oficjalne wypowiedzi dyplomatów są raczej pojednawcze niż podgrzewające atmosferę. Dla mnie jest to świadectwem, że pozycja Polski w oczach rosyjskiej dyplomacji rośnie i nie można pozwolić sobie na ignorowanie polskich opinii. Z telewizji dowiedziałem się również z ust jakiegoś eksperta, że w zasadzie Polska jest gotowa na odcięcie ropy (gorzej z gazem ziemnym), zatem odcięcie ropy byłoby co najwyżej dużą niedogodnością, ale nie żadnym kataklizmem, a działania prezydenta Kaczyńskiego i szybkie zmontowanie koalicji samolotowej wskazuje, że polski głos liczy się także w Europie.
Podsumowując te moje prognozy outsidera, których prawdziwość zweryfikuje już częściowo najbliższy tydzień przypuszczam to raczej Zachód wyjdzie z tej potyczki w stoniu umiarkowanym zwycięski. Patrząc jeszcze szerzej tzn. w skali długoterminowej w tej wojnie energetycznej, wojnie o źródła paliw, która zaczęła się od ataku USA na Irak to spośród światowych mocarstw to Stany Zjednoczone, mimo przejściowych kłopotów gospodarczych odniosą największe korzyści, pozycja unii Europejskiej w zasadzie się nie zmieni a najbardziej przegrane będą Rosja (po ostatnich wydarzeniach) i Chiny, które wraz podporządkowaniem Iraku USA straciły potencjalne źródło ropy, które będzie niezbędne dla ich gospodarki już za kilka lat. Czekam na owoce szczytu UE.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)