W potoku wielu wypowiedzi potępiających „rasistowskie" wystąpienie Artura Górskiego szczególnie zapamiętałem jedną opinię - polskiego ekonomisty pochodzenia zambijskiego i tutejszego blogera Richarda Mbewe. Zwróciłem uwagę na tę wypowiedź bo bardzo lubię tego sympatycznego dziennikarza i naukowca w jednej osobie, cenię sobie jego ekonomiczne diagnozy co więcej często się z nimi zgadzam - uważam bowiem że sądy Mbewe pozbawione są jakichś ideologicznych uprzedzeń i oparte są na dość trzeźwych przesłankach. Richard Mbewe podzielił się z telewidzami swoimi wrażeniami dotyczącymi pozytywnych emocji związanych z wyborem Barracka Husseina Obamy na prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki a także dyskomfortu jakiego doznał usłyszawszy oświadczenie sejmowe posła Górskiego. Mógłbym w tym miejscu bronić i argumentować, że poseł Artur Górski został źle zrozumiany i chodziło mu o zupełnie coś innego, ale po pierwsze zrobiło to dziesiątki innych blogerów oraz sam inkryminowany poseł a po drugie w zasadzie dla sprawy, o której chcę napisać nie jest istotne co powiedział Górski ale jak to zrozumiał Mbewe. Otóż wspomniany polski ekonomista dzieląc się swymi emocjami, jakie w tamtych dniach przeżywał powiedział, że najpierw bardzo się ucieszył, że czarnoskóry polityk został wybrany na prezydenta USA a potem przeżył traumę, kiedy usłyszał rasistowską wypowiedź posła Górskiego, który nie cieszył się z tego, że czarnoskóry senator został wybrany prezydentem zaprzyjaźnionego mocarstwa. Nie dysponuję dokładnym cytatem tej wypowiedzi, ale zapewniam, że taki mniej więcej był jej sens. Jako filozof kultury z wykształcenia natychmiast zwróciłem uwagę na zadziwiającą spójność obu stanowisk w ujęciu doktora Richarda Mbewe. Zasadniczą różnicą w tym ujęciu był tylko emocjonalny wektor w ocenie tego wydarzenia - dla Mbewe zwycięstwo Murzyna w wyborach to powód do radości, dla Górskiego to powód zmartwienia i ogłoszenia końca cywilizacji białego człowieka.
Zwróciłem też uwagę na inną zadziwiającą zbieżność a mianowicie na analogię pomiędzy wywodem doktora Richarda Mbewe a etyczną analizą kradzieży ssaka z rzędu parzystokopytnych dokonaną przez jedną z drugoplanowych postaci powieści pewnego polskiego noblisty, której akcja dzieje się w północnej Afryce.
Płyną z tego, co najmniej dwa wnioski - po pierwsze zdobycie nawet potężnej wiedzy fachowej, posiadanie bogatego dorobku naukowego i ćwierćwieczne przebywanie w jakimś kraju nie gwarantuje całkowitej adaptacji do norm kulturowych, mentalnych i etycznych afirmowanych przez autochtoniczne społeczeństwo; po drugie analiza etyczna włożona przez wspomnianego przeze mnie pisarza w usta bohatera jego powieści okazała się bardzo trafna i ponadczasowa.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)