Można już chyba robić zbiórkę pieniędzy na wieniec z napisem „ostatnie pożegnanie" dla lewicy, a wszystko to dlatego, że rekolekcje jednego z krakowskich purpuratów okazały się klapą. On zapewnie szczerze sądził, że potrafi zaszczepić coś dobrego w duszach polityków Platformy, kiedy tuż przed wyborami spotkał się z parlamentarzystami tej partii. Oni chyba jednak nie do końca potrafili się otworzyć na naukę Kościoła płynącą z ust hierarchy. Mogło to wynikać z braku odpowiedniej koncentracji lub zmęczeniem codziennymi parlamentarnymi obowiązkami, bo nie podejrzewam nikogo z przedstawicieli partii sprawującej władzę ani tym bardziej kardynała o to, że uczynili z rekolekcyjnego spotkania element kampanii wyborczej. Tak czy inaczej duchowny nie odniósł wielkiego sukcesu duszpasterskiego i jego owieczki podążyły gdzieś na manowce moralności katolickiej, jawnie sprzeciwiając się dzisiaj nauce Kościoła przez poparcie zabiegów in vitro i pomysł finansowania ich budżetu państwa.
To niedobra wiadomość dla eminencji, ale jeszcze gorsza dla próbującej się odrodzić lewicy. Najwyraźniej Platforma Obywatelska postanowiła wejść na jedno z ostatnich pól zarezerwowanych do tej pory dla formacji lewicowo - liberalnej, więc założyła na swe nogi lewicowe buty. Od jakiegoś czasu jest coraz bardziej widoczna walka o elektorat po SLD. Bardziej socjalnie nastawionych wyborców oczekujących od państwa bezpieczeństwa socjalnego systematycznie przejmuj PiS, o tych nastawionych bardziej liberalnie upomniała się teraz Platforma, bez wątpienia sprawiając tak przyjaznemu jej purpuratowi wielki zawód. Oznacza to, że przy lewicy pozostanie jedynie dawny partyjny beton i radykalni popaprańcy różnej maści, a to może się okazać za mało by przekroczyć próg wyborczy. Tak oto duszpasterska porażka kapłana może pogrzebać lewicę i potem trudno się dziwić , że w tej formacji politycznej panują antyklerykalne nastroje


Komentarze
Pokaż komentarze (10)