Czy istnieje cos takiego jak duchowe przywództwo w polskich mediach? Jeśli tak, to na czym ono polega? Na pewno nie istnieje coś takiego w sposób formalny, ale nieformalnie można próbować takie zjawisko definiować, nie chodzi mi tutaj o jakieś wskaźniki sprzedaży czy oglądalności, ale gdybym miał powiedzieć na czym polega to nieformalne przywództwo w mediach, to myślę, że głównie na umiejętności skierowaniu debaty publicznej na wybrane przez siebie tory, wyznaczenia granic przestrzeni tej debaty, jej zasad i aksjomatów. Przywództwo mediów polega też na umiejętności wywierania wpływu i narzucania pewnych standardów i schematów myślowych, nie tyle czytelnikom co pozostałej części środowiska dziennikarskiego.
Patrząc na polską rzeczywistość ostatnich 19 lat - tej perspektywy czasowej chyba nie muszę uzasadniać - bez wątpienia duchowe przywództwo mediów należało do Gazety Wyborczej a ajatollahem wszystkich dziennikarzy był jej redaktor naczelny Adam Michnik. Może wielu spośród redaktorów zaprotestuje twierdząc, że nie ceniło Michnika że nie liczyli się z jego zdaniem, ale fakty są nieubłagane. Choć jego opinie i hierarchia wartości stanowiła raczej margines poglądów społeczeństwa to ku mojemu rozczarowaniu potrafił narzucić swój punkt widzenia większej części środowiska dziennikarskiego, a także dużej części klasy politycznej.
Od kilku lat w sposób systematyczny opiniotwórcza rola Gazety Wyborczej spadała, a w pozostawione przez nią miejsce zajmował TVN pod postacią jego kanału informacyjnego -TVN24. Często wkraczając do gabinetu tego czy innego ministra czy innego polityka, którego poglądy polityczne były zgoła odmienne od walterowców obserwowałem na schowanym w kącie telewizorze błyskający znajomy błękitny obraz ozdobiony czerwonym paskiem pilnej wiadomości u dołu. Znacznie częściej niż sfatygowany lekturą egzemplarz Gazety Wyborczej. Paradoksalnie swoją siłę oddziaływania (i w ogóle wpływowość tzw. IV władzy) TVN zawdzięczał i zawdziecza jednolitemu przywództwu i polityce prowadzonej GW przez ponad dekadę.
Niedawno opublikowany w Wyborczej artykuł Piotra Pacewicza atakujący przyznanie tytułu dziennikarza roku Bogdanowi Rymanowskiemu z TVN, wbrew temu co się mu przypisuje nie jest wcale efektem osobistej zazdrości dziennikarza skierowanej przeciwko swemu koledze po fachu. Moim zdaniem to znak, że Wyborcza nie zamierza odpuszczać i chce odzyskać utracone pozycje. Sądzę, że może się to okazać początkiem walki o władzę w mediach co oceniam bardzo pozytywnie, bo do tej pory biorąc do ręki jedną gazetę wiedziałem jaki zdanie mają pozostałe (no może z wyjątkiem jakichś niszowych). Teraz może pęknie ten informacyjny beton i dziennikarze poczują, że ich punkt odniesienia to czytelnik, a nie własne środowisko, staną się bardziej odważni i niezależni a media staną się odrobinę bardziej pluralistyczne.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)