Przywódca duchowy Platformy Obywatelskiej i guru wykształciuchów Janusz Palikot urządził dzisiaj kolejny happening wymierzony w osobę Prezydenta RP. Tym razem chodzi o nagrodę jubileuszową jaką prezydent otrzymał z okazji 35-lecia pracy zawodowej. Oczywiście Palikot znany jest z niezbyt głębokiej wiedzy dotyczącej prawa. Bardzo popularna była historia, która krążyła po lubelskim świadku politycznym, kiedy po wyborach samorządowych w roku 2006 zapowiadając wielkie zmiany i osiągnięcia jakich dokona nowy zarząd województwa powoływany pod jego patronatem, Palikot publicznie (chyba nawet w TV) wypowiadał się, że będzie to zarząd województwa sześcioosobowym składzie – nie musze chyba dodawać ze taki skład byłby sprzeczny z prawem. Oczywiście daje o obraz kompetencji tego lubelskiego polityka. Podobna sytuacja miała miejsce dzisiaj, kontrowersyjny poseł zorganizował konferencję prasową pod pałacem prezydenckim, żeby po raz kolejny obnażyć publicznie swoją niewiedzę i ignorancję. A wystarczyło zapytać któregoś z kolegów z ław sejmowych - zawodowego prawnika i wiedziałby co to jest nagroda jubileuszowa i na jakiej podstawie się ją otrzymuje. I wstydu takiego by nie było.
Kolejne występy Palikota są coraz bardziej żałosne i z coraz większym trudem przykrywają kolejne wpadki rządu Platformy. Zakładam, że dzisiejsza miała odciągnąć uwagę od takich „sukcesów” gabinetu Tuska jak gra w piłkę w czasie obrad Sejmu, zamieszanie wokół strażackich interesów Pawlaka czy niemożności ujęcia przedwcześnie zwolnionego z zakładu karnego więźnia, którego policja nie mogła znaleźć w jego własnej szafie.
Wg mnie kolejne happeningi Palikota bardziej przypominają nawroty nerwicy natręctw niż kampanie polityczną, ale podobno wszystkie te zabiegi są po to, aby zbudować trwałą asocjację na razie na zasadzie opozycji pomiędzy słowami „Prezydent” i „Palikot” A potem w długofalowej perspektywie spróbować usunąć to zawadzające „i”.
Palikot choć znany jest ze swej miłości do Gombrowicza, nie powinien tracić z oczu dorobku innych pisarzy międzywojnia, szczególnie zaś powinna mu zapaść w pamięć historia pewnego prymitywnego chama rodem z południowej Lubelszczyzny, który dziwny zrządzeniem losu krok po kroku doszedł do stanowiska premiera, nakreślona tak znakomicie przez pisarza o endeckich koneksjach - Tadeusza Dołęgę Mostowicza. A może bardziej… to my wszyscy powinniśmy nie tracić z oczu tej historii…
Tak czy inaczej, niezależnie od tego czym spowodowane są ekscesy posła z Lubelszczyzny - czy chorobą czy tylko chorobliwą ambicją - gdybym był jego przyjacielem poradziłbym mu odbycie terapii przeciwdziałającej tym zachowaniom, choć rozumiem, że może okazać się niełatwe, bo w patronem lubelskiego szpitala neuropsychiatrycznego jest prof. Mieczysław KACZYŃSKI i to może okazać się przeszkoda nie do przezwyciężenia dla pana P.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)