Aleksander  Wierny Aleksander Wierny
57
BLOG

Penis ergo sum

Aleksander  Wierny Aleksander Wierny Polityka Obserwuj notkę 7

 

Na swoim blogu Janusz Palikot prosi czytelników, żeby pomogli mu znaleźć przeciwnika. Walka z nim ma obniżyć pozycję posła PO w sondażach, bo ta – niepokojąco dla Palikota – wzrosła. Biłgorajczyk martwi się, że dobre notowania przysporzą mu wrogów. Oczywiście nie sposób tej odezwy brać poważnie, ale można z niej wysnuć ciekawe wnioski.
 
Po pierwsze, bloger z Lubelszczyzny nie musi się niepokoić, bo dorobił się licznego i wiernego grona nieprzyjaciół. Nie tylko wśród polityków i zwolenników Prawa i Sprawiedliwości, z którymi od dawna toczy wojnę. Można ich także znaleźć między bardziej umiarkowanymi widzami sceny politycznej. Razi ich nie tylko treść, ale i sposób funkcjonowania Palikota w przestrzeni publicznej, jarmarczny i wulgarny (słynny gumowy penis, bohater konferencji prasowej).
 
Można na byłego barona alkoholowego spojrzeć z jeszcze innej strony. Oto człowiek, który sprawdził się w sferze idei i intelektu (bo to dyplomowany filozof), dał sobie radę w życiu codziennym (bo zarobił miliony), a potem postanowił potwierdzić swoją wartość w dziedzinie polityki i władzy.I tutaj zaczynają się problemy.
 
Nie bardzo bowiem wiadomo, po co Januszowi Palikotowi władza, do której tak uparcie dąży. Nawet komisja Przyjazne Państwo (poseł PO jej szefował), która miała tępić absurdy i buble prawne, pojawiała się niejako przy okazji jego medialnych przedstawień. O innych działaniach pięknogrzywego polityka, prowadzących do rozwiązania realnych problemów, raczej nie słychać.
 
Słychać go i widać, kiedy atakuje konkurentów politycznych, robi to barwnie, pomysłowo, skutecznie. Strasznie mu zależy na utrwaleniu rozpoznawalności, cieszy go umiejętność wpływania na media i ich odbiorców. Wierzy, że znów się sprawdza, że w meczu świat – Palikot to Biłgorajczyk jest górą.
 
Ale po co? Dlaczego? Czy jest jakiś inny powód, dla którego oglądamy sympatyczną twarz na ekranie telewizyjnym poza tym, że jej właściciel czuje nieodpartą potrzebę umieszczania jej przed kamerą? Nie wiem, nie znam. Widzę dużo formy, mało treści (może Palikot przeczytał Gombrowicza ze zbyt mała dozą krytycyzmu?).
 
A może doszedł do wniosku, że forma w dzisiejszej polityce jest tożsama z treścią. Idąc dalej tym tropem myślenia – władzę zdobywa się nie działaniem, wpływaniem na rzeczywistość, ale umiejętnością zastąpienia jej symbolami. Wystarczy wbić się do głów ludzi z jakimkolwiek – ale mocnym i krzykliwym – przekazem, żeby już tam zostać, żeby zabić mniej wyraziste, choć może bardziej wartościowe poglądy. Władza to wiedza o naszych najsilniejszych, ale zarazem najbardziej prymitywnych emocjach, i zdolność wykorzystania ich dla własnych potrzeb.
 
Gumowy penis ergo sum.
 
Jeżeli Palikot ma rację, wszyscy jesteśmy debilami.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka