Donald Tusk odsuwa od siebie wszystkich tych, którzy mają polityczną potencję i zaczyna się otaczać ludźmi bez mocnego partyjnego zaplecza. Nominacje Adama Giersza (sport), Jerzego Millera (MSWiA) i Krzysztofa Kwiatkowskiego (ministerstwo sprawiedliwości) w miejsce Mirosława Drzewieckiego, Grzegorza Schetyny i Andrzeja Czumy pokazują, że w drodze do prezydentury premier postanowił udawać, że nie jest politykiem.
Tusk został osaczony przez informacje z ujawnionych podsłuchów, z których część – nie wdając się tutaj w szczegóły – z pewnością pachnie bardzo brzydko. Musiał się zatem pozbyć tych osób, za którymi ciągnie się smród, żeby samemu nie przesiąknąć niemiłym zapachem.Okazało się, że są nimi przede wszystkim (choć nie tylko) te figury rządowe, które zarazem mają polityczną moc. Wedle oficjalnej wykładni, przypomnijmy, zostali wysłani do parlamentu na wojnę z Prawem i Sprawiedliwością, jako fighterzy wagi ciężkiej na sejmowej mównicy mają dać odpór wciąż nie dorżniętym watahom.
Wydawałoby się, że to manewr genialny– Tusk odsuwa od siebie ludzi, wokół których rozsnuwają się podejrzenia, zarazem ogniskując na nich wrogość przeciwników z PiS-u. Tusk w otoczeniu ekspertów staje z boku ponad podziałami, unika politycznej konfrontacji i dalej egzystuje w aurze miłości. Od czasu do czasu łaja swoich kolegów z Platformy Obywatelskiej, czasami ruga PiS. Jako ostoja rozsądku w zawierusze parlamentarnej wojny spokojnie i dostojnie żegluje w stronę Pałacu Prezydenckiego.
Ale czary premiera już nie działają tak silnie, jego magia wyraźnie słabnie.Ofiary politycznych mordów znaczą przecież niemal całą drogę Tuska (Płażyński, Olechowski, Gilowska, Rokita), jaką przebył pod sztandarem PO, więc kolejne zwłoki budzą w partii zaniepokojenie. Próbuje to wykorzystać choćby Janusz Palikot, nawołując, żeby Donald Tusk zrezygnował z ubiegania się o prezydenturę – próbuje w ten sposób zebrać wokół siebie wszystkich przestraszonych.
Nie można też zapominać, że oprócz dymisji swoich ministrów, premier usunął również szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Mariusza Kamińskiego, który ujawnił dziwne zachowania polityków PO. Tusk próbuje go wepchnąć do tego samego worka, w którym umieszcza wszystkich polityków tego strasznego PiS-u, od którego uwolnił Polskę, ale Kamiński się w nim nie mieści. Jednak to nie on był scenarzystą podsłuchanych słuchowisk, które ujrzały teraz światło dzienne, choć sposób ich upublicznienia może oczywiście prowokować liczne pytania.
Nie można być zarazem bezwzględnym szeryfem i nieskalanym burmistrzem. Nie można jednocześnie politycznie grać najważniejszymi w państwie stanowiskami i twierdzić, że obserwuje się ten mecz z trybun. Nie można w tym samym czasie degradować pułkowników i generałów i wysyłać ich do bitwy.
Nie można uprawiać miłości trzymając za plecami nóż.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)