Różnica między publikacją „taśm Gudzowatego" i „taśm Begerowej" jest taka, jak między postawieniem pytania, a odpowiedzią na pytanie.
Piotr Zaremba napisał w „Dzienniku" „Traktat o wyciszaczach", w którym, między innymi, pisze o tym, że obydwie publikacje odsłaniają kulisy polityki. I że ten, kto pochwalał upublicznienie nagrań Renaty Beger i Adama Lipińskiego, nie ma prawa się oburzać ujawnieniem taśm biznesmena.
Ale umyka mu bardzo istotna różnica.
Przypomnijmy: między PiS i Samoobroną trwają polityczne targi. Ludzie Andrzeja Leppera i on sam opowiadają, że politycy Prawa i Sprawiedliwości próbują kaptować posłów Samoobrony. Proponują stanowiska, albo dobre miejsca na listach wyborczych.
Zadajemy sobie pytanie: czy to prawda?
Nagranie w pokoju Renaty Beger dało jednoznaczną odpowiedź.
Teraz w publicznym obiegu pojawiły się nagrania, na których Józef Oleksy długo rozmawia z Aleksandrem Gudzowatym. Dowiadujemy się, co sądzi o swoich kolegach ze środowisk lewicowych („buc", narcyz", „mały krętacz"). Jeśli kogoś interesowało, co o sobie myślą tuzy tej formacji, poznał odpowiedź na to pytanie.
Problem w tym, że Oleksy mówi również o skorumpowanej władzy, o skandalicznych związkach między biznesem i polityką, o tajnych służbach, które służą konkretnym ludziom, a nie państwu.
Zadaję sobie pytanie: czy to prawda?
Nie wiem.
Dział śledczy „Dziennika" nie zweryfikował wyznań Oleksego, choć bez wątpienia na to zasługiwały. A jeśli były premier konfabulował od początku do końca? Jeśli to wszystko nieprawda? Albo jeśli w części nieprawda? Kto będzie odpowiedzialny za obrzucenie błotem wielu ludzi? Dziennikarze śledczy „Dz"? Skądże, oni tylko odsłaniali kulisy polityki.
Różnica między publikacjami „taśm Begerowej" i „taśm Gudzowatego" sprowadza się do poczucia odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale także za innych. Bądź do braku odpowiedzialności.
P.S. I żeby nie było wątpliwości: jeżeli opowieści Oleksego są prawdziwe, sprawa jest kryminalna. I za kraty ich wszystkich.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)