Jarosław Kaczyński zachowuje się w polityce jak Mike „Bestia” Tyson na ringu – zmiata wszystkich przeciwników niczym huragan. Niemal po każdym ciosie można się spodziewać nokautu, albo przynajmniej liczenia. Fani szaleją. Dziennikarze analizują. Przeciwnikom trzęsą się nogi, zanim jeszcze wejdą między liny. Jakim? Wymieniać nie będę, bo imię ich legion.
Ale Tyson nie miał sobie równych, dopóki trzymał się realiów. Kiedy uwierzył, że jest nadczłowiekiem, zaczęły się kłopoty. Kiedy okazało się, że świat nie funkcjonuje wedle jego wyobrażeń, nie przyjął tego do wiadomości. Wbrew wszelkim zasadom próbował zmusić rzeczywistość, żeby była posłuszna jego woli. Katastrofa nastąpiła, gdy spotkał się z Evanderem Holyfieldem. Potem już tylko staczał się, coraz niżej i niżej.
A Kaczyński? Właśnie odgryzł Lepperowi ucho.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)