Mimo, że nie jestem fanem Kaczyńskich, chcę wierzyć, że istnieją dowody świadczące o winie Kaczmarka, Kornatowskiego, Netzla, Marca i Krauzego. Mocne, niepodważalne dowody, które – kiedy zostaną ujawnione – nie pozostawią najmniejszych wątpliwości, że służby specjalne i prokuratura miały powody, żeby postąpić tak, jak postąpiły. Niech nawet skutkiem całej awantury będzie wyborcze zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości, czego tej partii z całego serca nie życzę.
Bo jeśli sprawa ma wymiar polityczny i tylko taki, żyjemy w kraju, w którym prywatne obsesje kilku ludzi są ważniejsze, niż wypracowywane przez wiele lat zasady funkcjonowania państwa. Bo jeżeli nie ma dowodów, jutro panowie w dobrze skrojonych garniturach, wyposażeni w służbowe legitymacje mogą zapukać do moich lub twoich drzwi. Bo jeśli ich polityczni zwierzchnicy uznają, że przeszkadzamy, że zaspokajamy ich obsesyjną potrzebę posiadania wroga, mogą nam zrobić krzywdę.
Jeżeli PiS nie ma dziś racji, to znaczy, że jedyną regułą, jaka obowiązuje w naszym życiu, jest ta, wedle której silniejszy pożera słabszego.
Niech prawda będzie po stronie Kaczyńskich.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)