Wczoraj „Wiadomości” w telewizji publicznej i parę innych mediów Piso-czułych (m.in. TVP Info, TV Trwam) piały zachwyty nad raportem euro-deputowanego Libickiego. Napisał on mianowicie dłuższy artykuł publicystyczny (zwany szumnie, z „europejska” – raportem) o szkodliwości gazociągu bałtyckiego dla „bioróżnorodności i liczby siedlisk” i ogólnie: dla środowiska naturalnego Bałtyku. I Euro-parlament ów raport przegłosował pozytywnie.
Pochwalić można pana euro-posła za dwie rzeczy: (1)wykorzystanie niepohamowanej skłonności lewackich elit unijnych do popierania wszystkiego, co im się przedstawi jako służące ekologii (bez względu na materię przedmiotu popierania); (2)wykorzystanie tuby propagandowej w kraju do nagłośnienia owego raportu jako niebywałego sukcesu Polski.
Tak się składa, że miałem możliwość przez rok zasiadać w Euro-parlamencie i przyjrzałem się jego pracom od wewnątrz. Otóż takich nic nie znaczących „raportów”, rezolucji, uchwał, stanowisk… itp. przyjmuje się tam bywa, że i kilkadziesiąt (!) na tydzień. Rocznie idzie to w setki i tysiące. Na jednej sesji w jeden dzień glosuje się do tysiąca poprawek do różnych raportów. A raporty dotyczą zarówno ochrony poszczególnych gatunków zwierząt po całym (!) świecie, jak i apeli o przestrzeganie praw człowieka w kolejnych krajach po całym (!) świecie, a nawet oceny sytuacji politycznej w różnych regionach świata (!). Np. za raportem na temat delfinów, idzie raport o sytuacji w Somalii, potem raport o zaniepokojeniu dyskryminacją „homofobiczną” w 10 naraz krajach Europy, na koniec raport o stanie spełniania „standardów unijnych” w Turcji.
Dokumenty te nie tylko nie mają żadnej mocy prawnej, co wręcz przez rządy krajów unijnych są traktowane z protekcjonalnym pobłażaniem, w myśl zasady: „coś ci euro-deputowani przecież muszą robić, niech więc produkują raporty”.
Można by na temat biurokratycznych absurdów i etatystycznych zapędów unijnych polityków pisać wiele. Stworzyli sobie nową formę religii, w gruncie rzeczy „magicznej” – zaklinają rzeczywistość papierem drukowanym. Koszt utrzymania tego sięga grubo ponad 1 miliard euro rocznie. Jest to zatem religia dość kosztowna, dodajmy – finansowana z podatków obywateli.
Nie chcę jedynie drwić z „sukcesów” Libickiego. Wykorzystał perfekcyjnie mechanizmy psychologiczno-ideologiczne (naiwny ekologizm) i biurokratyczne (papiero-manię) Euro-parlamentu dla „międzynarodowego” (?) nagłośnienia sprawy gazociągu. Podejrzewam jednak, że w z powodu niebywałego gąszczu podobnych „raportów” do opinii publicznej na Zachodzie niewiele się z tego przedostanie.
Pozostanie natomiast kolejny wielki mit o walce PIS na forum międzynarodowym o interesy Polski. Nie na darmo kolega Libickiego – Adam Bielan robił wczoraj za głównego komentatora w mediach publicznych owego „niebywałego sukcesu”… Takich „sukcesów” za rządów PIS mieliśmy co niemiara. Największym, jak pamiętamy, był Traktat Lizboński, wynegocjonowany w trudzie i znoju przez samego L. Kaczyńskiego.


Komentarze
Pokaż komentarze (60)