Rzepa publikuje dziś wyjątkowo kłamliwy tekst o Libertas w Polsce. Już sam tytuł jest w połowie kłamstwem, w połowie złośliwością, za to w całości perfidną manipulacją.
- „Kłótnia o polski oddział partii Declana Ganleya” – pisze na wstepie. Tymczasem nie ma żadnej kłótni. Ganley rozmawiał (i rozmawia nadal) z wieloma środowiskami. Ostatecznie porozumiał się z grupą Daniela Pawłowca, Mirosława Orzechowskiego (LPR), Zdzisława Podkańskiego (PSL „Piast”) i częścią (na razie) środowiska UPR. Gdzie tu kłótnia? Że ktoś tam powiedział, że on nie przystępuje? Libertas już powstała i w jej strukturze żadnych kłótni nie ma. Ale oczywiście autor musi tworzyć „atmosferę” zgodną z zamówieniem mocodawców.
- „Zapleczem ugrupowania w kraju mają się stać członkowie powołanego komitetu referendalnego: (…) byli parlamentarzyści Samoobrony – Renata Beger, Danuta Hojarska i Krzysztof Filipek”. Kłamstwo. Filipek i Hojarska byli owszem na niedzielnym spotkaniu, ale nie przystąpili do Libertas. Był też zresztą np. Konrad Bonisławski – prezes Młodzieży Wszechpolskiej, czy Adam Wielomęski z Konserwatyzm.pl, którzy także nie przystąpili.
- „Udział LPR nie budzi też entuzjazmu wśród eurosceptycznych samorządowców. – Nie po to dałem się wyrzucić z LPR, by teraz coś z tymi ludźmi robić – mówi Maciej Eckardt, wicemarszałek województwa kujawsko-pomorskiego”. Tu autor stara się pokazać, że to inicjatywa wąska, bez szerszego poparcia. Powołuje przy okazji na świadka człowieka, który zdradził LPR w lutym 2006 r. i przeszedł do PiS na synekurę (nagroda za zdradę). Tenże „eurosceptyczny samorządowiec” gra od trzech lat rolę stałego komentatora wszelkich inicjatyw LPR. Prawie wszystkie teksty dziennikarza Wybranowskiego w ostatnich latach (najpierw w Naszym Dzienniku, teraz w Rzepie) traktujące o LPR zawierają jakiś agresywny komentarz Eckardta. Dobrany tandem: etatowy politruk i etatowy denuncjator.
- „Pawłowiec wiceszef rady programowej TVP komentował przebieg prowadzonego przez siebie spotkania z Irlandczykiem w wywiadzie dla TVP Info. – Bardzo nieetyczne postępowanie, zachodzi tu ewidentny konflikt interesów”. Wybranowski liczy na ignorancję czytelników. Wiceszef rady programowej – to brzmi jak: „pracownik na stanowisku”. Wówczas może nawet byłby konflikt; gdyby pracownik TVP komentował coś w TVP (czy na pewno byłby wówczas konflikt?). Tymczasem Rady Programowe są wybierane przez sejm kadencyjnie. Zasiadają w nich prawie wyłącznie politycy. W obecnej Radzie, obok Pawlowca, m.in.: Śledzińska-Katarasińska Iwona, Ołdakowski Jan, Maksymiuk Janusz, Gadzinowski Piotr – wiceszef Rady Programowej. Politycy zasiadają i ci sami potem w TVP występują. Czy Wybranowski tego nie wie? Nie ma tu żadnego konfliktu interesu. Jest za to czysta dziennikarska manipulacja.
- „Fachowcy nie dają jednak pomysłowi wielkich szans. – To środowisko jest tak skłócone, że wszystkie inicjatywy kończą się jak Konwent Świętej Katarzyny w latach 90. Sami się pilnują, żeby z bagna nie wyjść – komentuje dr Jarosław Flis z UJ”. Tak kończy się tekst w „Rzepie”. Najpierw kłamliwy tytuł, potem kilka kłamstewek-złośliwości, parę przekłamań, w końcu powołanie się na osoby spoza Libertas, które się wobec tej inicjatywy dystansują, albo otwarcie wróżą klęskę, przywołując jakieś fakty z lat 90.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)