107 obserwujących
373 notki
1069k odsłon
  1560   0

O przyszłości NATO i polityce „zwierania szeregów”.

W najbliższych dniach (8 listopada) w Astanie odbędzie się spotkanie szefów państw tworzących zbudowaną pod egidą Moskwy Organizację Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB). Z kilku powodów będzie to spotkanie istotne. Przede wszystkim, dlatego, że dokona się na nim wymiana przewodniczącego.  

    Do tej pory funkcję sprawował reprezentujący Armenię Jurij Chaczaturow, który wysunięty został na tę funkcję przez ekipę rządzącą w Erywaniu do aksamitnej rewolucji. Po tym, jak poprzedni rząd został obalony i władzę przejęła koalicja na czele, której stoi obecnie pełniący obowiązki premiera Nikoł Paszynian, pod adresem Chaczaturowa wysunięto poważne zarzuty związane z nadużyciem władzy, nawet został tymczasowo (na krótko) aresztowany. Szczególnie ten ostatni krok wywołał wściekłość w Moskwie, bo ponoć Erywań nawet nie poinformował o nim Kremla. Tym nie mniej Chaczaturow utracił zaufanie nowej władzy, która po miażdżącym zwycięstwie w wyborach municypalnych w Erywaniu i kilku mniejszych ośrodkach postanowiła przyspieszyć i doprowadziła do rozwiązania parlamentu i rozpisania przedterminowych wyborów. Paszynian i siły polityczne z nim związane najprawdopodobniej odniosą sukces w wyborach, ale jeśli idzie o pozycję Armenii w ODKB sprawy nie idą po myśli Erywania. Procedura odwoływania Chaczaturowa, rozpoczęta przez ekipę Paszyniana zakończyła się 2 listopada i Erywań był przekonany, iż jego stanowisko zajmie inny, reprezentujący Armenię kandydat. Te rachuby opierały się przede wszystkim na tym, że kadencja przewodniczącego wynosi w organizacji 3 lata, a Chaczaturow sprawował swą funkcje jedynie 1,5 roku, więc inny reprezentant Armenii winien „dokończyć” kadencję. Ale nic takiego, najprawdopodobniej nie będzie miało miejsca, bo takiej sytuacji statut organizacji nie przewiduje a w związku z tym musi zapaść decyzja polityczna. I taka, zdaniem rosyjskich mediów już zapadła. Pod wpływem stanowiska Rosji oraz Kazachstanu na czele organizacji ma stanąć reprezentujący Białoruś, generał Zaś. Ponoć Rosjanie chcieli, aby funkcję tymczasowo, tzn. na półtora roku, objął obecny wiceprzewodniczący organizacji – Rosjanin Jurij Semierikow, ale to z kolei wywołało sprzeciw innych członków organizacji (najprawdopodobniej Kazachstanu) i stanęło na Białorusinie, bo funkcje w ODKB obejmuje się rotacyjnie wg kolejności alfabetycznej. Tym nie mniej polityczny kontekst wart jest rozpatrzenia, bo dotyczy on przynajmniej trzech spraw. Po pierwsze, mimo regularnie powtarzanych zarówno przez Moskwę, jak i Erywań, deklaracji o tym, że przyjaźń i strategiczna współpraca między obydwoma krajami mimo zmiany rządzącej ekipy nie ulegnie nadwyrężeniu, gołym okiem widać, że jest inaczej. Paszynian i jego ekipa demokratycznych rewolucjonistów walczących z rządzącymi w ich kraju koteriami o polityczno – biznesowo – mafijnym charakterze zaczyna być postrzegana w Moskwie z coraz większą podejrzliwością. Warto zwrócić uwagę na wypowiedź Paszyniana na konferencji prasowej już po wizycie w Erywaniu amerykańskiego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego Johna Boltona. Otóż oświadczył on, że Armenia nie wyklucza możliwości zakupu w Stanach Zjednoczonych broni i uzbrojenia. Oczywiście, jeśli warunki, dodał, okażą się korzystne i konkurencyjne wobec oferty rosyjskiej. Następnego dnia odżegnał się od takiej decyzji minister obrony Dawid Tonojan, twierdząc, że w trakcie prowadzonych w Erywaniu rozmów nie dyskutowano tego rodzaju opcji, ale tym nie mniej temat się pojawił i najprawdopodobniej wróci. Tym bardziej, że Amerykanom, najwyraźniej bardzo zależy na tym, aby Erywań poparł politykę Waszyngtonu wobec Iranu. Chcąc zablokować Teheran potrzebna jest współpraca Armenii, jedynego państwa wchodzącego w skład rosyjskiej Wspólnoty Euroazjatyckiej, które ma granicę lądową z Iranem. A tym bardziej jest to ważne, że od 1 stycznia ma ruszyć porozumienie o handlu bezcłowym między państwami Wspólnoty a Iranem. Erywań liczy na to, że stanie się handlowym hubem i nieźle zarobi na szybko rosnących obrotach handlowych. Aby porozumienie weszło w życie musi być ratyfikowane przez parlamenty wszystkich państw, a to w sytuacji narastającej presji Waszyngtonu może nie być bardzo łatwe. Ale Erywań ma też sporo do ugrania. Chodzi nie tylko o pieniądze, które są bardzo ważne dla tego biednego kraju. Równie istotnym jest wsparcie amerykańskiej dyplomacji, która skłonić może Turcję do otwarcia lądowej granicy z Armenią oraz wywrzeć presję na Baku, celem skłonienia Azerbejdżanu do zajęcia nieco bardziej kompromisowej postawy w kwestii uregulowania konfliktu o Górski Karabach. Amerykańska broń jest tu ważna, bo do tej pory jedynymi dostawcami uzbrojenia byli Rosjanie, którzy równie chętnie zaopatrywali silniejszy ekonomicznie i ludnościowo Azerbejdżan, (który również kupuje sporo broni w Izraelu). W efekcie, wobec narastającej przewagi militarnej wrogiego sąsiada Erywań od początku swej niepodległości znajdował się w rosyjskim szachu – bez dostaw broni z Północy, bez obecności rosyjskiego garnizonu w Griumi oraz bez dyplomatycznego wsparcia Moskwy jego pozycja byłaby niesłychanie słaba. Ale teraz wszystko może się zmienić. Nie tylko ze względu na amerykańska politykę wobec Iranu, co powoduje wzrost zainteresowania Waszyngtonu sprawami regionu, ale również w wyniku zaplanowanych na początek grudnia wyborów. Co prawda Paszynianowi nie udało się przeforsować reformy kodeksu wyborczego i odbędą się one w oparciu o stare zasady, co w okręgach jednomandatowych, głównie na prowincji, dać może mandaty obalonym Republikanom, ale wydaje się, że blok Paszyniana wygra. Gdyby powtórzyły się niedawne wyniki wyborów na mera Erywania, gdzie blok nowej władzy zdobył 82 % głosów, to dominacja nowej ekipy w przyszłym parlamencie może być absolutna. Zobaczymy.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka