85 obserwujących
346 notek
877k odsłon
4902 odsłony

Głos z Monachium – Ameryka abdykowała, czas na emancypację Europy.

Wykop Skomentuj86

    Cały zresztą materiał przesiąknięty jest duchem nieufności i niepewności Europy co do kształtu amerykańskiej polityki międzynarodowej. O ile za czasów Obamy stolice europejskie żyły w przekonaniu, że tym co zespala oś atlantycką było uznawanie wspólnych „liberalnych” wartości, o tyle teraz za czasów Trumpa, który otwarcie krytykuje globalizację, Europa już takiej pewności mieć nie może. I jak powiedziała cytowany w opracowaniu niemiecki minister spraw zagranicznych Heiko Maas wielu dotychczasowych sojuszników Stanów Zjednoczonych w najlepszym wypadku czuć się może ignorowanymi. W najgorszym traktowanymi jak rywal czy przeciwnik. W rezultacie „to powoduje, iż nasze przekonanie, że jesteśmy sojusznikami w walce o multilateralny system światowy oparty na zaufaniu, jest nadszarpnięte”. I to przeświadczenie szefa niemieckiej dyplomacji jest kluczowe dla zrozumienia tego jak Berlin widzi przyszłość światowego porządku, porządku liberalnego, uściślijmy. Otóż jeśli Stany Zjednoczone nie chcą i nie mogą być światowym liderem, to z tego należy wyciągnąć wniosek o tym, że ktoś inny musi zacząć odgrywać tę rolę. Nie jedno państwo, ale „sojusz multilateralny”, sieć państw sojuszniczych nadal chcących świata zbudowanego na wartościach, a nie na partykularnych interesach. W parze z takimi koncepcjami idą konstatacje w stylu, iż ostatnie spotkanie państw G 7 w Kanadzie w istocie było obradami G 6 + 1, a tym państwem + 1, były Stany Zjednoczone, czyli koncert zachodnich państw, bez Waszyngtonu.

    Z tej narastającej nieufności do polityki amerykańskiej niemieccy analitycy i dyplomaci wyciągają wniosek, że Europa winna odgrywać większa rolę jeśli chce aby światowy porządek ewoluował w korzystną stronę. Powinna, ale jest do tego bardzo słabo przygotowana, po przez lata, w związku z amerykańskim parasolem bezpieczeństwa, czuła się zwolniona z obowiązku rozważań tego rodzaju. Ale teraz ten czas minął i, jak proponują autorzy raportu, nadszedł czas aby „Europa zaczęła myśleć o swej strategicznej autonomii”. Aby nie było wątpliwości, chodzi o emancypowanie się Europy ze strategicznego uzależnienia od Stanów Zjednoczonych. W tę stronę winny zmierzać prace związane z niemiecko – francuską propozycja powołania europejskich sił zbrojnych. Prace winny być rozpoczęte niezwłocznie, bo jak uważają autorzy opracowania, europejska opinią publiczna jest z jednej strony nieufnie nastrojona jeśli idzie o Stany Zjednoczone, a z drugiej z entuzjazmem przyjmuje propozycje budowy europejskich sił zbrojnych. Przy czym, Niemcy, którzy opowiadają się za koncepcją „bliskiej współpracy armii narodowych”, a nie jednolitych sił zbrojnych pod jednym, wspólnym dowództwem, wskazują, że za pierwszym rozwiązaniem opowiada się 20 % ankietowanych w 6 europejskich krajach, drugą opcje zaś popiera 75 % badanych. I tu dotykamy istoty niemieckiej polityki w tym zakresie. Jeżeli armia europejska nie będzie jednolitą formacją poddaną kontroli autonomicznego dowództwa, to będzie systemem silnych związków – umów i porozumień, które będą działały tak jak działają dziś porozumienia europejskie. Innymi słowy, Berlin, jest przekonany, że tak jak instytucje europejskie pracują dziś na korzyść interesów narodowych Niemiec, tak taka właśnie, formalnie luźniejsza a przez to akceptowalna przez stolice europejskie formuła europejskiej armii, będzie z tej perspektywy lepszym rozwiązaniem. Lepszym, bo realistycznym. Na transnarodową armię nikt się dziś w Europie nie zgodzi, ale ścisłą współpracę, również w zakresie polityki zaopatrzenia w broń jej ujednolicenie etc. to już inna historia. W takiej konstrukcji, w o wiele większy sposób grać zacznie finansowa przewaga Berlina i zdolność narzucenia politycznego kierownictwa, w czym również Niemcy upatrują swej siły. Konkurencyjne propozycje francuskie preferują to czym Niemcy nie dysponują – doświadczenie dowódcze i zdolności produkcyjne sektora zbrojeniowego. Gdyby przyjąć taką konstrukcję jak chce Paryż, to Europa składałaby się z dwóch motorów – gospodarczego niemieckiego i wojskowego, zdominowanego przez Francuzów. A Niemcy chcą mieć przewagę i w jednym i w drugim obszarze.

    Jak na tym tle wyglądają perspektywy dla Polski? Warto zwrócić uwagę, że niemieccy analitycy, wprost w swoim raporcie piszą o czasie, jak to określają interregnum, dłuższym okresie niestabilności, kształtowania się nowego układu sił. To bezkrólewie sprowadza się dziś do tego, że Stany Zjednoczone, ich zdaniem abdykowały ze swej funkcji. Ale być może wrócą do odgrywania roli wiodącej. Tylko, że w innych realiach międzynarodowych i przy innym układzie sił. Europa pod kierownictwem Niemiec już zdąży się emancypować i warunkiem powrotu Ameryki, będzie zmiana relacji – z pozycji hegemona, do pozycji duopolu. Jeśli poważnie traktować tego rodzaju projekcje, to między wizją formułowaną przez Berlin i tym jak na kwestie bezpieczeństwa spogląda niemieckie społeczeństwo, a naszą polityka utrzymania silnych więzi atlantyckich, istnieje fundamentalna i zasadnicza sprzeczność. Możemy być wkrótce zmuszeni do dokonania wyboru.


Wykop Skomentuj86
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka