84 obserwujących
336 notek
816k odsłon
7273 odsłony

Drugie dno rozmowy telefonicznej Trump – Putin.

Wykop Skomentuj61

Piątkowy telefon z Białego Domu na Kreml, oraz długa, przeszło 90 minutowa rozmowa która miała miejsce mogły stanowić zaskoczenie dla postronnych obserwatorów tego co dzieje się na linii Waszyngton – Moskwa. Tym bardziej, że późniejsze tweety amerykańskiego prezydenta, w których pisał on, że „Jak zawsze mówiłem, na długo zanim rozpoczęło się to Polowanie Na Czarownice, dogadywanie się z Rosją, Chinami i wszystkimi to dobra rzecz, a nie zła.” oraz optymistycznie podkreślał istnienie „gigantycznych możliwości poprawy” relacji Stanów Zjednoczonych z Rosją, też nie rozjaśniały sytuacji. Służby prasowe Białego Domu precyzowały, że rozmowy dotyczyły kwestii rozbrojenia nuklearnego, w tym nowego układu, w którym stroną miałaby być obok USA i Rosji również Chiny, a także problemów związanych z Ukrainą, rozmowami z Koreą Pn i sytuacją w Wenezueli. Wcześniej dziennikarze CNN informowali, że administracja amerykańska pracuje nawet nad nowym tekstem ewentualnego porozumienia rozbrojeniowego w kwestiach nuklearnych.

    Jednak fakt odbycia rozmowy telefonicznej obydwu prezydentów, oraz zapowiedź (z piątkowego poranku) spotkania Ławrow – Pompeo, do którego ma dojść w przyszłym tygodniu w Finlandii nie stanowił zaskoczenia. Przede wszystkim z tego powodu, że w połowie kwietnia do Moskwy z dyskretną wizytą przyjechała Fiona Hill. Jest ona doradcą Trumpa, dyrektorem ds. Rosji i Eurazji Rady Bezpieczeństwa Narodowego a przy tym uznanym analitykiem i specjalistą ds. Rosji, autorką wielu książek i opracowań. Dobrze poinformowane rosyjskie media uważają ją za jednego z głównych autorów polityki Białego Domu wobec Rosji. Na początku ubiegłego roku, spotkała się z rosyjskim ambasadorem w Waszyngtonie i powiedziała, wbrew wówczas nadal żywym nadziejom w Moskwie, że „żadnego przełomu” w relacjach między obydwoma krajami nie będzie, wręcz przeciwnie, będzie tylko gorzej. Jak widać jej słowa sprawdziły się. Będąc w Moskwie pani Hill spotkała się, jak informował rzecznik Kremla Pieskow, z Jurijem Uszakowem z administracji prezydenta, który jest głównym doradcą Putina ds. polityki zagranicznej. Innymi słowy rozmowy na najwyższym szczeblu, choć poufne, bo nie wiadomo o czym dialogowano.

    Jeśliby czytać relacja The New York Times, zarówno na temat tej rozmowy telefonicznej, ale również spotkania Trumpa z dziennikarzami w Gabinecie Owalnym to rozmawiano prawie wyłącznie o raporcie specjalnego prokuratora Muellera i o tym co amerykański prezydent nazywa Polowaniem na Czarownice. Oczywiście bardziej to świadczy optyce gazety w ten sposób relacjonującej całą sprawę, niźli o rzeczywistym przebiegu i znaczeniu rozmowy. Rosyjscy eksperci, wypytywani przez Kommiersanta dlaczego ich zdaniem temu wątkowi rozmowy Biały Dom starał się nadać możliwie duży rozgłos są zdania, że próbował w ten sposób, przeprowadzając swoisty „zwiad bojem” sprawdzić na ile temat jest jeszcze niebezpieczny, w jakim stopniu niechętne Trumpowi media i Demokraci są w stanie mobilizować przy jego użyciu amerykańską opinię publiczną. To właśnie dlatego Sara Sanders, rzeczniczka Białego Domu, miała sypnąć szczegółami, mówiąc o tym, że „Putin chichotał” słysząc od swego rozmówcy o całej sprawie. Wydaje się, że próba skupienia uwagi na tej kwestii przez Trumpa i jego służby prasowe ma swoje drugie dno i może chodzić o to, że niedługo, o czym pisze się już w amerykańskich mediach Republikanie mają zamiar przystąpić do kontrataku.

    Ale ten wątek też jest ciekawy i w związku z tym warto nieco podążyć jego tropem. Otóż jeszcze przed drugą turą ukraińskich wyborów prezydenckich prokurator Łucenko oskarżył amerykańską ambasador na Ukrainie, że ta wywierała ogromną presję na ukraińskie służby aby nie nadmiernie interesowały się one działaniem firmy Burisma Holding. Ta presja polegała na domaganiu się wyrzucenia zbyt dociekliwych śledczych z pracy oraz na przekazaniu listy osób wobec których nie może być prowadzone dochodzenie. Firma Burisma Holding winna zapaść w naszej pamięci, bo w jej władzach zasiadał Aleksander Kwaśniewski, a należy do dość podejrzanego ukraińskiego przedsiębiorcy, który był ministrem w rządzie Janukowycza. Piszę na ten temat więcej w Tygodniku TVP, do którego odsyłam zainteresowanych sprawą, ale na użytek tych rozważań warto dodać, że Łucenko ujawnił sprawę nie przez wzgląd na Kwasniewskiego, bo to akurat mało kogo dziś na świecie, ale też chyba i w Polsce interesuje, ale dlatego, że w firmie Burisma Holding pracował syn Joe Bidena, wówczas amerykańskiego wiceprezydenta a dziś jednego z głównych kandydatów Demokratów w zbliżających się wyborach prezydenckich. Oskarżenia Łucenki, który, co warto zaznaczyć nie jest jakąś świetlaną postacią, sprowadzają się do tego, że Biden senior dawał ochronę dość wątpliwym interesom swego syna. Ale to nie jedyna ciekawa informacja, jaka się pojawiła niedawno na Ukrainie. Opublikowano mianowicie nagrana rozmowę, w której szef NABU specjalnej ukraińskiej służby mającej walczyć z korupcją mówi swemu rozmówcy, że przejął cała lewą księgowość Partii Regionów po tym jak Janukowycz zbiegł i przekazał ją Amerykanom, to znaczy amerykańskiej ambasadzie w Kijowie, która wówczas kierowała i kieruje nadal pani ambasador z nadania Demokratów. Nota bene w ukraińskich mediach znaleźć można niemało informacji na temat tego, że pani ambasador mówiła półoficjalnie, że Trump nie dotrwa do końca kadencji, bo zostanie uruchomiona procedura jego impeachmentu. Na czym polegała intryga w tym wypadku? Otóż jak twierdzi nagrany na taśmie mężczyzna w przekazanym dossier były materiały na temat współpracy Paula Manaforta, byłego szefa kampanii Donalda Trumpa, z Janukowyczem. Intencja była oczywista, mówi o tym wprost Artem Sytnik (nagrany szef NABU, jeśli to rzeczywiście on), że ówczesne władze Ukrainy uznały, że wybór pani Clinton jest dla Kijowa korzystniejszy i dlatego zdecydowano o przekazaniu tych materiałów. Ich treść miała „utopić Trumpa”, ale nie udało się bo na jego rzecz pracowali „chłopcy z FBI”. Mielibyśmy zatem do czynienia z międzynarodowym spiskiem w którym obok służb obcego państwa byłaby zaangażowana służba dyplomatyczna z nadania Demokratów, a także elity tej partii. Innymi słowy, dość duży, eufemistycznie całą sprawę nazywając, skandal.

Wykop Skomentuj61
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka