86 obserwujących
346 notek
876k odsłon
1778 odsłon

Amerykanie chcą kontrolować ukraiński sektor zbrojeniowy a Rosjanie zerkają na Indie.

Wykop Skomentuj10

W połowie kończącego się tygodnia The Wall Street Journal poinformował, powołując się na swe źródła informacji w administracji prezydenta Ukrainy, że przynajmniej dwóch amerykańskich inwestorów prowadzi rozmowy związane z zakupem kontrolnego pakietu koncernu Motor Sicz. Nie są to zwyczajni inwestorzy, ale blisko związani z Białym Domem i osobiście Donaldem Trumpem – Eric Prince założyciel firmy Blackwater oraz Maks Poliakow, prezes Firefly Aerospace. Przypomnijmy, że dotychczasowy główny akcjonariusz firmy Wiaczesław Bogusłajew, były jej dyrektor jeszcze z czasów komunistycznych, który sprywatyzował ten olbrzymi, zatrudniający ponad 20 tys. osób koncern, jak informują media miał się „po cichu” dogadać z Chińczykami i małymi pakietami zaczął im sprzedawać akcje. Stało się to możliwe, i to pokazuje w jaki sposób na Ukrainie załatwiano interesy, dlatego, że równie „po cichu” firma została skreślona z listy przedsiębiorstw strategicznych jeszcze za czasów prezydentury Poroszenki. Ale ostatecznie do przejęcia koncernu nie doszło, ponieważ wtrąciła się ukraińska Służba Bezpieczeństwa, która przynajmniej od 2017 roku stale nadzorowała to co się dzieje w koncernie. Przeprowadzono w siedzibie firmy rewizję, aresztowano dokumenty, a sąd na wniosek SBU aresztował 41 % akcji firmy uniemożliwiając przejęcie jej przez chiński koncern Beijing Skyrizon Aviation. Jej właściciel, proponował nawet nowym władzom Ukrainy, że jest gotów wpłacić w formie jednorazowej „zapomogi” do ukraińskiego budżetu 100 mln dolarów, ale to niewiele pomogło, bo wtrącili się Amerykanie. Do Kijowa przyleciał John Bolton, głównie po to, aby, jak informowały ukraińskie media zablokować transakcję. Byłoby nadmiernym optymizmem już teraz sądzić, że jej akcje trafią w ręce przywoływanych przedsiębiorców, ale niezależnie od falowania nastrojów i stanu relacji amerykańsko – ukraińskich, które mogą się w najbliższych tygodniach nie poprawiać po tym jak Rusłan Riaboszapka, Prokurator Generalny powiedział, że śledztwo przeciw Bidenowi – juniorowi nie zostanie wszczęte, liczą się interesy strategiczne. Są one w tym wypadku czynnikiem kluczowym, bo Motor Sicz jest jednym z trzech światowych producentów silników do wielkich samolotów transportowych (dwa pozostałe to General Electric i Rolls Royce) a także znaczącym producentem silników do helikopterów, w tym oczywiście wojskowych. Firma popadła w kłopoty po 2014 roku, kiedy straciła znaczącą część rynku rosyjskiego, choć w ukraińskich mediach pojawiały się informacje, że potajemnie eksportuje silniki do helikopterów rodziny Mi 8/17 do Rosji. Po upadku ZSRR Motor Sicz zaopatrzył w silniki ponad 12 tysięcy śmigłowców rodziny Mi. Rosyjscy eksperci są zdania, że działania Amerykanów wymierzone są przede wszystkim w Chiny, z tego powodu, że przejmując ukraińskiego producenta Chińczycy uzyskaliby dostęp do pomysłów konstrukcyjnych i zasobów patentowych koncernu. Może nie są najwyższych światowych standardów i sporo rozwiązań pochodzi jeszcze z czasów sowieckich, ale tym nie mniej pozyskanie tej wiedzy pozwoliłoby dokonać ogromnego skoku chińskiemu przemysłowi lotniczemu. Jeśli idzie o Rosję, to oficjalna narracja jest taka, że przezornie władze wdrażając program rozwoju strategicznej produkcji w kraju, uniezależniły się od „niepewnych” dostawców, w tym ukraińskiej firmy.

    Ale czy tak jest naprawdę? Niedawne perypetie koncernu Rosyjskie Helikoptery, będącego częścią zbrojeniowego giganta Rostech, pokazują, że ta oficjalna wersja może nieco, delikatnie sprawę nazywając, odbiegać od rzeczywistości. Otóż na odbywającym się w Tiumeniu śmigłowcowym forum Aleksiej Garipow, główny konstruktor specjalizującej się w śmigłowcach fabryki z Kazania powiedział, że koncern w 2022 roku zamierza wypuścić na rynek nową wersję swej najnowszej konstrukcji Ansat M. Podobnie jak obecnie produkowany wariant ten nowy będzie zaopatrzony, i na to warto zwrócić uwagę, w silnik kanadyjskiej firmy Pratt & Whitney. Przy czym odmiennie niźli obecna wersja, ta planowana na 2022 rok ma być konstrukcją lżejszą oraz o większym zasięgu ( z 505 do 640 km). Dlaczego koncern zdecydował się na takie posunięcie? Odpowiedź jest prosta – sprzedaż idzie bardzo słabo. Owszem w 2009 roku 50 sztuk w wersji szkoleniowej kupiło rosyjskie Ministerstwo Obrony, ale wersja cywilna wypuszczona na rynek – od 2015 roku 30 sztuk, sprzedaje się słabo. Przede wszystkim z tego powodu, że jest to maszyna, porównując parametry do ceny, droga. Nie pomaga nawet przeforsowany przez władze zapis w ustawodawstwie mówiący o tym, że z programów finansowanych przez rząd mogą skorzystać wyłącznie te władze i instytucje lokalne, które kupią rodzimą produkcję lotniczą. Jak to jest w praktyce można się było przekonać w trakcie innego forum które odbywało się na początku listopada, tym razem poświęconemu lotnictwu sanitarnemu i ratunkowemu w Federacji Rosyjskiej. Natalia Trofimowa z kierownictwa specjalistycznej federalnej instytucji (RBS – Holding) zajmującej się rosyjskim lotnictwem sanitarnym przedstawiła specjalny wykład, który zawiera ciekawe informacje. Otóż wynika z niego, że w latach 2017 – 2019 na realizację programu rozwoju lotnictwa sanitarnego wydano ponad 14 mld rubli, czyli ok. 250 mln dolarów. 80 % środków pochodziło z budżetu federalnego, resztę uzupełniono z pieniędzy lokalnych. W wyniku działania tego, największego finansowanego z pieniędzy podatników programu lotniczego w Rosji, zamówiono w koncernie Rosyjskie Helikoptery 110 śmigłowców, z tego 81 średnich Mi – 8 AMT oraz 29 lekkich, znanych nam już konstrukcji Ansat. Łączna wartość zamówienia – 40,6 mld rubli. Ale nie to jest w tym wszystkim najciekawsze. Jak informowała w swoim wykładzie Natalia Trofimowa wszystkie zamówienia plasowane były za pośrednictwem (obowiązkowym) kontrolowanej przez państwo firmy leasingowej. W efekcie, po podsumowaniu kosztów, okazało się, że godzina pracy takiego helikoptera kosztuje od 200 do 205 tysięcy rubli. A ile kosztuje godzina pracy maszyny konkurencyjnej? To również policzyła pani Trofimowa i z jej rachunków wyszło, że np. gdyby rosyjskie służby ratownicze zaopatrzyły się w śmigłowce Airbusa, np. Eurocopter 135 (też są na wyposażeniu rosyjskich służb) to godzina pracy takiej maszyny kosztowałaby nie więcej niźli 100 tys. rubli. Dlaczego? Rosyjskie konstrukcje są dwusilnikowe a ponadto kapitał jest w Rosji drogi, więc państwowa firma leasingowa każe sobie słono płacić. A i tak nikt się tym specjalnie nie przejmuje, bo gros pieniędzy idzie z budżetu, który chętnie finansuje tego rodzaju programy, bo bez nich rozdęty sektor zbrojeniowy, który produkuje mało i drogo, a przy tym niezbyt dobrego sprzętu, o własnych siłach nie utrzymałby się na rynku.

Wykop Skomentuj10
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka