Gdy pierwszy raz oglądałem te zdjecia poczułem przypływ czułości. Dlaczego akurat czułości? Nie mam pojęcia. Ale chyba ma to związek z delikatnością baletu, subtelnością, wrażliwością którą przekazuje. A w wodzie..? Przecież tam ruchy są wolniejsze, wszystko odbywa się jak w zwolnionym tempie. Jak w stanie nieważkości. Ten rodzaj baletu- podwodny- kojarzy mi się z ćwiczeniami tai chi które są gremialnie i naturalnie, w dowolnym miejscu miasta wykonywane przez osoby które akurat chcą, mają czas lub po prostu sprawia im to przyjemność. Ruchy ciała, nóg, rąk i głowy w tych ćwiczeniach przypominają mi właśnie podwodny balet. Są tak niesłychanie chińskie.
My Polacy nie rozumiemy tych subtelności choćby związanych z ćwiczeniami tai chi. Więc i taka wizualizacja podwodnego baletu może przemawiać tylko do wąskiego grona osób. Ale zawsze warto pokazać coś, co tak bardzo odbiega do naszego brutalnego życia codziennego.





Komentarze
Pokaż komentarze (5)