witas1972
"Wszystko będzie w porządku. Na nim oparty jest świat."
92 obserwujących
756 notek
1414k odsłon
  216   0

Gienrik Jagoda twórca GULAGu patronem "sądu" w Moskwie

   Federacja Rosyjska podpułkownika Putina nie przestaje zadziwiać nawet mnie, dość uważnego obserwatora, "czującego" tamtejsze klimaty.
   Nie mam oczywiście na myśli ujawnionych prób zamordowania czołowego oponenta kremlowskiego reżimu, bo taka metoda walki z opozycją jest obowiązkowym elementem każdej afrykańskiej, a cóż dopiero postsowieckiej dyktatury. "Rosja to najzimniejszy afrykański kraj"  napisała kiedyś NovayaGazeta.ru
   Nie miałem nigdy złudzeń, że postsowieckie służby nie unikają stosowania wobec swoich ofiar trucizn i broni chemicznej - wszak to tradycja sowiecka od jej początków (zduszenie gazami bojowymi tambowskiego Powstania Antonowa - 1921 r.) i CzeKa od czasów Feliksa Dzierżyńskiego, kontynuowana nawet w dość szczelnej Wielkiej Brytanii (otrucie bułgarskiego dysydenta Georgi Markowa w 1978 r. - co prawda skuteczne dopiero za trzecim razem!) i oczywiście w PRL: zamordowanie działacza "Solidarności" Jacka Jerza w 1983 r., próba otrucia Anny Walentynowicz i inne, np. skutecznie otruto opozycyjnego księdza na emigracji w RFN, w czym pomogła pewna agentka komunistycznych specsłużb, w III RP lewicowy działacz skutecznie rozdzielająca fundusze EUropejskie... (nazwisk nie pamiętam, może ktoś przypomni).
   Niepowodzenie rosyjskich specsłużb w operacji otrucia Nawalnego to również żadne zaskoczenie - niemal wszystko w Rosji 22-iego roku panowania Putina degraduje tak żałośnie, że akurat skutecznie działanie trucicieli FSB w tej precyzyjnej robocie byłoby zaskakującym kontrastem na tle wszechobecnej degrengolady i bezradności. Jak w anegdocie - Wielbłąda zapytali:
- "A skąd u ciebie taka krzywa szyja?"
- "A co ja mam prostego?"

   Nieudana próba zatuszowania otrucia, łącznie z dwukrotnym praniem niebieskich majtek opozycjonisty, wobec kolosalnej przewagi technologicznej Zachodu (Geraet Bundeswehry wykrywający trucizny ma 1000 (TYSIĄC!) razy większą czułość od analogicznego ustrojstwa w Moskwie, na którym sprawdzano analizy Nawalnego przed wydaniem go, w stanie śpiączki, do Niemiec) jest tylko potwierdzeniem powyższego.
   Nieskuteczność schowania się post factum sprawców otrucia i speców od zacierania śladów w cyfrowym XXI wieku w na wskroś zbiurokratyzowanej i skorumpowanej Rosji, gdzie wszystkie dane i informacje można kupić, byle dysponować odpowiednimi środkami nie zaskoczyła mnie również.
   Niezachowanie milczenia i wysypanie wszystkich tajemnic powyższej nieudanej operacji otrucia  przez jednego z aktorów powyższej kompromitacji, chemika FSB w telefonicznej rozmowie z swoją niedoszłą ofiarą, Nawalnym, który przedstawił się: "Ustinow Maksim Siergiejewicz" asystent generała Patruszewa, szefa Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej link: "Я позвонил своему убийце. Он во всем признался
to już było coś! Zaparło dech jak najlepsza komedia. Ale telefoniczne zajazdy niczym z berejowskiego "Misia" wiecznie żywe, przecież nie tylko w putinowskiej Rosji, ale i niedawno było w Gdańsku Tuska i Adamowiczów - "Prezesie Jak tam w waszym życiu prywatnym? I bardzo wam gratuluję"
więc czemu się dziwić... Gdyby ten FSBesznik pamiętał tytuł pierwszego rozdziału Najwspanialszej powieści świata, to nie byłoby tej afery (i tego akapitu)...
   Niedopuszczenie do domu powracającego, niedotrutego opozycjonisty to znowu taki standardowy odruch drobiazgowo mściwego podpułkowniczka. I zatrzymanie go od razu na lotnisku. To że samolot ze 200 innymi pasażerami nie doleci do planowego lotniska Moskwa Vnukovo było dla mnie oczywiste jak tylko dowiedziałem się, że pozwolono w Berlinie Nawalnego wsiąść na pokład, choć podejrzewałem bardziej teatralną inscenizację - awaryjne lądowanie w oddalonym o kilka tysięcy kilometrów syberyjskim Omsku (skąd pół roku wcześniej wyleciał znajdujący się w śpiączce "pacjent berlińskiej kliniki" do Niemiec), czy Tomsku (gdzie był latem otruty), a nawet Irkuck... Dodatkowym smaczkiem był dla mnie rozkaz krążenia nad Moskwą w 20-stopniowy mróz przez kilkadziesiąt minut pełnego ludzi samolotu, co mogło doprowadzić do zmrożenia lotek na skrzydłach i ostatecznej likwidacji problemu "internetowego chuligana"...
   Nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia opublikowana nazajutrz rewelacja tegoż blogera o "najdroższej łapówce świata" czyli film o pałacu zbudowanym dla Putina przez wdzięcznych klientów za 100 mld rubli (czyli obecnie 1,1 miliarda euro lecz gdy był on budowany przelicznik zwiększał wartość do półtora miliarda euro - inflacja). Choć film jest ciekawy i warty obejrzenia, obejmuje cały życiorys prezydenta Rosji, dając celny obraz psychologiczny (niewątpliwie jednostronny, ale w czarno-białych warunkach politycznych został nakręcony). Polecam - https://navalny.com/p/6453
Z ciekawszych smaczków zauważyłem iście wilczy głód mieszkaniowy (znowu potwierdzenie truizmów rosyjskiego Klasyka
homo sovieticus) mający przyczyny w nędznym dzieciństwie i młodości, a nawet ciasnym życiu oficera KGB w bratniej DDR).
Pokazana w filmie złota (pozłocana?) szczotka do ubikacji z wyposażenia putinowskiej toalety za jedyne 700 euro ma szansę stać się głównym symbolem najbliższych protestów - start już jutro w całej Rosji, ale śmiem wątpić...
Podziemny stadion do hokeja w pałacu wielkiego fanatyka wbijania krążka do bramki przeciwnika nie może dziwić. Może dziwić brak porządnej biblioteki w kraju gdzie tradycje lektury książek są niejako obowiązkowym bon tonem. Czy zatem może dziwić osobna sala dla automatów grających i hazardowych (nostalgia lat 70-tych i 90-tych), scena teatralna z piętrową widownią, czy hall do palenia fajki wodnej z podestem i wysuwającą się z podłogi rurą do pole-dance?

Lubię to! Skomentuj13 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale