36 obserwujących
152 notki
261k odsłon
1608 odsłon

Krwawiące serce Afryki

Wykop Skomentuj11

Kongo-Zair, tajemnicze serce Afryki, jądro ciemności, miejsce przeklęte przez Boga ogromnymi bogactwami, które ludom Konga przyniosły jak dotąd jedynie biedę, cierpienie i miliony ofiar wojen i kolonialnego wyzysku. Demokratyczna Republika Kongo z demokracją nie ma zbyt wiele wspólnego, tak samo jak jedno z jej poprzednich wcieleń Wolne Państwo Kongo nie miało nic wspólnego z wolnością. Wręcz było jej zaprzeczeniem. Chciwy i bezwzględny król Belgów Leopold II, dzięki swej cynicznej kampanii na rzecz rzekomej ochrony ludów Konga poprzez zapewnienie im „niepodległości i wolności”, doprowadził do stworzenia w 1885 r. Wolnego Państwa Kongo, którego był on pierwszym i ostatnim królem. Ale właściwie to nie był królem, lecz właścicielem prywatnego przedsiębiorstwa o nazwie Wolne Państwo Kongo. To była jego prywatna własność, wyłączona spod jakiejkolwiek kontroli, obejmująca wszystko co się tam znajdowało z ludźmi włącznie. Żądza zysku z rabunkowej eksploatacji bogactw naturalnych Konga, przede wszystkim kości słoniowej i kauczuku, pchała Belgów do bestialstw, w celu zmuszenia tubylców do pracy. Obcinanie rąk i mordowanie żon i dzieci branych jako zakładników stało się normą, a polityka kolonialna innych mocarstw europejskich w Afryce przy metodach Leopolda mogłaby się wydać humanitarną akcją misyjną. 23 lata rządów Leopolda w Kongo kosztowały kilka milionów istnień ludzkich. Pod wpływem presji ze strony europejskiej opinii publicznej, zszokowanej doniesieniami z Konga, Leopold przekazał władzę w kolonii rządowi belgijskiemu. Bestialstwo zastąpił zwykły kolonializm ale hiobowe doświadczenia Konga nie dobiegły kresu. Niespełna sto lat później inne bogactwa naturalne tego największego państwa Afryki subsaharyjskiej, takie jak koltan, diamenty, kobalt czy miedź, napędzały największą wojnę w historii Afryki, największą wojnę na świecie od czasu II wojny światowej: Światową Wojnę Afrykańską. Wojnę, o której światowa opinia publiczna mało wie i mało się nią interesuje. Przecież zginęły w niej tylko 4 miliony ludzi.

Szok cywilizacyjny

Właśnie wjechałem do Ugandy. Przekraczając granicę kongijsko-ugandyjską w Bunaganie miałem wrażenie, iż znalazłem się w zupełnie innym świecie. Za sobą zostawiałem kraj bez turystów i asfaltu, a często również bez bieżącej wody i elektryczności, za to z licznymi policjantami i innymi urzędnikami lubującymi się w przesłuchaniach. Szczególnie jeśli przesłuchiwanym jest mzungu, biały człowiek. Mój szok cywilizacyjny po opuszczeniu Konga był tym większy, iż do granicy, z braku innego transportu, dotarłem motorem. 35 kilometrów z Kiwanji do Bunagany po górskiej kamienistej drodze na skaczącym i pędzącym motorze, z bagażem między mną a kierowcą było, delikatnie mówiąc, dość męczące. Do tego stopnia, iż cudowne widoki otaczających mnie wulkanów kongijsko-rwandyjsko-ugandyjskiego pogranicza nie były w stanie odwrócić mojej uwagi od niedogodności tej podróży. Po drugiej stronie granicy spotykam nie widziany od wielu dni asfalt, nikt mnie nie chce przesłuchiwać, w hotelu jest bieżąca woda, jest nawet ciepła! Dojeżdżam do Kisoro, bazy wypadowej do Parku Narodowego Mgahinga. Tu już jest też pełno turystów. Tu w restauracji hotelowej spotykam też Hansa, niemieckiego lekarza, który od 30 lat mieszka w Afryce Wschodniej. Wiele lat spędził w Kongo, gdy państwo to nosiło jeszcze nazwę Zairu. Nie był tam jednak od kiedy wybuchła wojna, od której światowa opinia publiczna odwróciła swój wzrok, wyczerpany widokiem krwi rwandyjskiego ludobójstwa z 1994 r. Od wojny, która ogarnęła pół Afryki od Angoli po Ugandę, nie odwrócili się jedynie ci, którzy na zarabiali ogromne pieniądze na handlu bronią i kongijskimi bogactwami naturalnymi.

Bez pojednania, bez sprawiedliwości

-Tradycyjne sądownictwo w Afryce zawsze było nastawione na pojednanie między sprawcą a jego ofiarą lub jej rodziną. Teraz to wszystko się zmieniło. – mówi mi Hans. - Aby możliwe było pojednanie zabójca musiał stanąć przed rodziną ofiary i wyznać wszystkie szczegóły swojej zbrodni, a druga strona miała prawo zadać mu każde pytanie. Tylko, że „dzieci-żołnierze” nie mogą mówić, bo ich trauma jest zbyt głęboka. A wiele rodzin nie chce już słuchać. Ludzie nie chcą pojednania po tym co tu się stało w ciągu ostatnich 16 lat.

Hans z dużym pesymizmem spogląda na rzeczywistość i przyszłość w krajach wschodniej Afryki: Ugandzie, Rwandzie, Burundi i Kongo. Trudno mu jednak odmówić racji przynajmniej w jednej kwestii: ostatnie 16 lat wojen i ludobójstwa spowodowały przekroczenie pewnej masy krytycznej. Ogrom zbrodni sprawił, że ceremonie pojednania przestały po prostu działać. Z drugiej jednak strony międzynarodowe sądownictwo karne, które zajęło się zbrodniami popełnionymi w szeregu państw tego regionu: Kongo, Republice Środkowo-Afrykańskiej, Ugandzie, Rwandzie oraz Sudanie, również budzi wiele wątpliwości.

Wykop Skomentuj11
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości