Jakiś czas temu głośno było o wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego na temat internautów i głosowania przez internet. Wiele mediów przedstawiało to jako skandal i koronny dowód na pogardę PiS-u dla tego środowiska. Jak dla mnie, ta teza jest powierzchowna i nieprawdziwa. JK jest konserwatystą i bojownikiem o demokrację z czasów PRL i jako taki uważa wybory za święto demokracji, za pewną swerę sacrum. Taki pogląd zakłada, że akt głosowania powinna poprzedzać pewna refleksja, głębsze zastanowienie i zadanie sobie choć minimum trudu pójścia do lokalu wyborczego, bo przecież to jedna z najważniejszych decyzji jakie podejmujemy i zasługuje na coś więcej niż kliknięcie przycisku między lostami a prison breakiem. Taka sytuacja rzeczywiście niezwykle ułatwia manipulację mediom elektronicznym, a przecież chcemy żyć w demokracji a nie mediokracji.
Oczywiście głosowanie przez internet ma też wiele zalet i wymaga to dyskusji, ale właśnie takim głosem i argumentem w
tej debacie i tak to należy traktować. Na dodatek, co poniektóre media próbują nie zauważać, JK mówił jedynie o niektórych internautach, a chyba nikt nie zaprzeczy że niektórzy tacy są.
A jeżeli chodzi o pogardę dla internautów to dużo większą pogare dla nas okazuje PO. Kiedy w sondzie umieszczonej na jej stronie głosów przeciwko traktatowi było znacznie więcej niż za, moderatorzy strony zawiesili stronę, a kiedy została odwieszona, proporcje były odwrotne. Głosów za przybyło a przeciw ubyło. PO tłumaczyło to tym, że wiele głosów przeciw było wysłanych z tego samego adresu. Pomijając nawet to, kogo zatrudnia najnowocześniejsza podobno partia, to jak wytłumaczyć wzrost głosów za? Może po prostu wiele osób oddało wspólny głos bo nie mieli więcej komputerów i zawiadomili o tym moderatorów? Moim zdaniem takie postępowanie i oczekiwanie, że internauci to "kupią" jest wyrazem ogromnej pogardy tego środowiska dla inteligencji internautów.
ViC
30
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (1)