Chciałbym szczerze pogratulować przede wszystkim UE, też USA, a z naszego lokalnego poletka, premierowi Tuskowi i ministrowi Sikorskiemu. Gratuluję im, mówiąc dosadnie, przyczynienia się do rozpieprzenia Gruzji. Podejmując decyzję o uznaniu Kosowa jako samodzielnego państwa, Zachód dał Rosji do ręki argumenty, które pozwalają jej na mącenie w Abchazji i Osetii Południowej. Paradoksalnie, popierający Kosowo dzisiaj bronią integralności Gruzji, a Rosja, która krytykowała secejsę Kosowa, dziś popiera zachowanie separatystycznych republik.
Obecna sytuacja jest najpoważniejsza od kilku lat. Rosyjskie działania są intensyfikowane, szykowana jest większa akcja. Tą świadomość ma prezydent Saakaszwili, który od niedawna prowadzi ofensywę dyplomatyczną w Europie. Największe wsparcie uzyskał ze strony prezydenta RP, który wie, że harce Rosji w Gruzji tylko pozornie nie dotyczą naszego kraju. Starcie rosyjskiego giganta z 5-milionowym kraikiem to tak naprawdę siłowanie się z zachodnimi krajami. To już nie są prztyczki w nos typu polskie mięso, dyplomatyczna nawalanka z Łotwą, burdy pod ambasadami, straszonko Estonii podczas demontowania pomnika "bohaterskich" żołnierzy radzieckich czy otrucie Litwinienki. Rozerwanie Gruzji będzie conajmniej policzkiem, nadszarpnięciem reputacji.
Większość komentatorów uważa, że dwie buntownicze prowincje pozostaną jedynie w stanie faktycznej niezależności od Gruzji, jednak moim zdaniem Rosjanie spróbują je oddzielić również na gruncie prawnym. Nawet jeśli nie ma nadzieji na szerokie uznanie Abchazji i Osetii za suwerenne byty to przynajmniej Sowieci-bis i okoliczne kraje to zrobią. Dla Kremla efekt w prawie międzynarodowym będzie ważny. Po pierwsze dadzą sygnał Ukrainie i innym, że nie warto z UE i USA rozmawiać i współpracować. "Oni są daleko i wam nie pomogą, gdyby zupełnie przypadkowo wasz kraj się rozpadł" Jest to swoista ucieczka do przodu, poprzedzająca decyzje o rozszerzeniu NATO i UE. Po drugie, Rosjanie ewidentnie prowokują, ośmieszają i skłócają europejską rodzinę. Sugestie, że to sojusz północnoatlantycki strzela do gruzińskich samolotów są tego najlepszym przykładem. Wpisuje się to w ciąg nieustannych dyplomatycznych zagrywek i prowokacji. Aż dziw bierze, że tak łatwo im to wychodzi. I dziwi, że do dzisiaj pomimo wyraźnie nieprzyjaznych działań wobec Wspólnoty jako całości, nie ma elementarnego porozumienia pomiędzy krajami członkowskimi. Pojawiają się od czasu do czasu pojedyńcze głosy poparcia np. Barosso w sprawie embarga na mięso, lecz mające na celu raczej ugłaskanie ofiary niż przeciwstawienie się agresorowi. Obecne pomysły wspólnej polityki zagranicznej pod egidą wysokiego przedstawiciela Unii ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa musi bardziej niepokoić niż uspokajać. Kompetencja do prowadzenia spraw zagranicznych wszystkich krajów w rękach europejskich biurokratów to poświęcenie interesów państw nowej Unii na rzecz dobrego samopoczucia i ogrzanych mieszkań starych.
Po co Putinowi i spółce przepychanki z UE? Poza walką o wpływy są i inne motywacje. Ciekawą tezę wysnuł profesor Wieczorkiewicz w artykule, który ukazał się w ostatnim "Wprost". Otóż Rosjanie nie uważają UE za przeciwnika, który jest w stanie im realnie zagrozić. Znacznie bardziej (zapewne słusznie) obawiają się Chin. Dzień w dzień Chinczycy w sposób jak najbardziej pokojowy kolonizują południowo-wschodnie tereny Rosji. Unia bogata, ospała i rozpuszczona nie ma zamiaru w najbliższej przyszłości przeprowadzać ofensywnych działań. Natomiast chiński potencjał jest ogromny. Bardzo szybki rozwój i przeludnienie tworzą naturalne warunki do rozszerzania terytorium. A pustkowia za granicą i demograficzne problemy Rosjan tylko wzmagają apetyt. Z tych powodów Putin szuka wsparcia w Unii, tylko że na swoich warunkach. I te warunki krok po kroku nam wyraźnie dyktuje. Niedługo nastąpi donioślejszy akord w postaci dwóch nowych państw.
Komentarze
Pokaż komentarze (5)