Ciężko mi się godzi z ograniczeniami. Kojarzą mi się z „niepełną ofertą”, słabością, niemożnością. Ciężko mi się pogodzić z faktem, że już nie mam dwudziestu lat, więc wydolność, sprawność ruchowa, refleks nie są te same.
I na nic Desiderata z uspokajającym: Przyjmuj pogodnie to co lata niosą, bez goryczy wyrzekając się przymiotów młodości.
W którejś sali mityngowej wisi też takie hasło: Młodość to stan umysłu.
Nie znajduję pomiędzy nimi na razie połączenia. Podobnie jak nie ma we mnie zgody na to, że zapominam, że czasem szukam słowa, a czasem po prostu „coś wylatuje mi z głowy”.
Wiem, że to naturalne i wiem, że młodszy nie będę. Wiem, że PESEL robi swoje i to choroba postępująca.
A jednak gdzieś we mnie jest ogromna chęć by korzystać z życia. Próbować nowych potraw, rzeczy, przeżyć, miejsc. Tylko alkoholu nie chcę próbować. Nie piłem i czułem smak ostrygi. Nie piłem i widziałem obrazy Moneta. Nie piłem i byłem w Stanach. Nie piję i jest mi z tym do twarzy.


Komentarze
Pokaż komentarze