Byłem dziś w innym mieście. Około 60 km od miasta, w którym mieszkam i w którym mieszka mój bliski przyjaciel z AA. Potrzebował samochodu, który mogłem mu pożyczyć, tyle, że kluczyki do auta były tam. Niby niedaleko, ale droga nie zachęcała.
Wykombinowaliśmy plan, jak na dwóch alkoholików przystało, skomplikowany i zakręcony. Podziękowałem swojemu Bogu, Jakkolwiek Go Pojmuję, za to, co mi dał, co mi odebrał i co mi zostawił.
I nagle okazało się, że jest prostsze wyjście: przyjaciółka w tym samym mieście mogła przyjaciela podwieźć. Na co nie wpadliśmy.
Często tak mam. Nie proszę swojego Boga, Jakkolwiek Go Pojmuję o coś. Proszę, by pokierował mną. By dał mi znak. By dał mi siłę, cokolwiek się wydarzy. I pogodę ducha.
Pogoda jest zawsze - powiada inny przyjaciel. - Czasem brzydsza, czasem piękniejsza. To jednak wciąż pogoda. I tak samo z pogodą ducha.
Myślę, że podobnie jest z modlitwą.


Komentarze
Pokaż komentarze