Jedną z ciekawszych możliwości, jaka pojawiła mi się przy okazji trzeźwienia jest ustawianie sobie oczekiwań na właściwym poziomie.
Nie nastawiam się na nic, to przynajmniej się nie rozczaruję - zwykłem mawiać w pijanym życiu. - Nie oczekuję niczego.
Pomijając nawet bezsens logiczny powyższego zdania, było ono nieprawdziwe również z innego powodu. Mianowicie dlatego, że nie chodziło mi o, aby nie mieć oczekiwań, a jedynie się nie rozczarować.
Robiłem też drugi błąd: nie oczekując wiele od innych, od siebie wymagałem wszystkiego. Bardzo często było to po prostu za dużo.
W efekcie żyłem w przeświadczeniu, że jestem do niczego, bo życie tylko mnie rozczarowuje.
Błąd polegał jednak na tym, że nie wiedziałem czego chcę. Czego oczekuję od świata, życia, innych - na takim prostym poziomie: na czym mi zależy. Co chciałbym osiągnąć. Dziś już nie myślę, czego nie osiągnąłem. A mogłem. Dziś - wciąż mogę.


Komentarze
Pokaż komentarze