Wolność kojarzyła mi się z osobami typu Jim Morrisson, Jan Himmilsbach czy Rafał Wojaczek. Sex, drugs and rock and roll. Dym papierosowy, pięćdziesiątka czy setka obok i to była dla mnie wolność.
Żeby żyć, przestałem pić - mawia na mityngach mój kolega.
Ja czuję się wyzwolony z okowów alkoholu: pamiętam wszystko, mam pod kontrolą swoje emocje i obserwuję siebie. Nie mam kaca, nie trzęsą mi się ręce, nawet to i owo narysować umiem, a dotąd bałem się zrobić prostą linię. W ogóle się nie boję. Przestałem się obawiać jakichś dziwacznych, mocno nieskonkretyzowanych rzeczy, przestałem wypatrywać po kątach demonów, które próbują przejąć kontrolę nad moim umysłem.
Nie wymyślam już zagrożeń.
Za to robię rzeczy, o których wcześniej nawet mi się nie śniło. Wybieram się na szkolenie Microsoft, żeby dostać papierek i zastanawiam się, czy czegoś się dowiem. Oddycham pełną piersią. Jestem wolny. Bo dziś nie piję, dziś nie palę.


Komentarze
Pokaż komentarze