Przegapiłem ten moment, kiedy alkohol przestał załatwiać moje potrzeby, a sam zaczął być potrzebą. A potem koniecznością. A jeszcze później obsesją.
Nie byłem agresywny po alkoholu, raczej wpadałem w melancholię i raczej lubowałem się w dołowaniu. Mimo tego, że po jakiejś dawce świat wydawał się przyjaznym miejscem. A potem już tylko normalnym. A potem już jedynie mniej przesranym. Wreszcie - jakoś mogłem go przecierpieć po pijanemu.
Mogłem przecierpieć siebie.
Nie „przerobiłem” Kroków i nie mam zamiaru ich „przerabiać” w ogólnie rozumianym w AA sensie. Moja pani od polskiego w podstawówce jeszcze mówiła, że przerabiać to można owoce na kompot, a lekturę się omawia. Ja Kroki omawiam z przyjaciółmi, bliskimi mi osobami z AA, przy kawie, przy grze w ping-ponga czy podczas drogi na mityng. Pracuję nad sobą w kontekście Kroków.


Komentarze
Pokaż komentarze