W mieście, w którym mieszkam jest niewiele miejsc, które nie kojarzą mi się z piciem. Niewiele jest miejsc, w których nie piłem. Wliczając w to bramy, zaułki i przewiązki pod blokami.
WIele z miejsc, w których piłem, zmieniło nazwy. Istnieje szansa, że zmieniły się również w środku, lecz tego nie wiem i nie chcę się dowiadywać.
Bardzo niewielu ludzi, z którymi piłem, spotykam teraz. Większość z nich była mi potrzebna do uzasadniania picia, bo alkohol kojarzył mi się w więzią, spotkaniami i relacjami.
Wydawało mi się, że wszyscy piją.
Od kilku lat poznaję świat na trzeźwo i nie mam zbyt wielu znajomych pijących. Ze starej grupy zostało mi kilku przyjaciół, którzy mniejszą wagę przykładają do tego, co ze mną piją, niż do tego, że ze mną. Dobrze się czuję w ich towarzystwie. Nie namawiam ich do abstynencji. Są zdolni do rzeczy, które dla mnie są niewyobrażalne. Zamknięcia butelki z alkoholem i odłożenia jej do szafy na miesiąc. Niepicia następnego dnia. I wielu innych. Za to teraz widzę, ilu ludzi nie potrzebuje alkoholu do życia. I to wokół mnie.


Komentarze
Pokaż komentarze