Nie rozumiałem miłości. Myliłem ją z pożądaniem i utożsamiałem z popędem seksualnym. W tym sensie kochałem każdą dziewczynę, z którą się kochałem.
Z czasem, gdy upadałem coraz niżej, również moje wyobrażenie o seksie się zmieniało. Coraz więcej go doświadczałem, coraz mroczniejsze stawały się moje pragnienia i coraz bardziej wyuzdane potrzeby.
Spotkałem moją Żonę i sytuacja się unormowała, również z alkoholem.
A jednak, jako że niewiele zmieniłem, bo wciąż piłem, znów znalazłem się na równi pochyłej. I znów sfera moich marzeń, pragnień i pożądania zaczęła robić się ciemna i brudna.
Czy jakby pan nie pił, robiłby pan te rzeczy? - zapytała moja terapeutka.
Rozmawiałem z nią o wielu rzeczach, między innymi poruszając to, dlaczego mam takie a nie inne pragnienia i czemu takie a nie inne kobiety mi się podobają.
Dziś, zamiast szukać mrocznych zakamarków, niskich podniet i przestałem kombinować. Rozmawiam z moją Żoną. Chodzę na mityngi. I panuję nad sobą, moim popędem i moimi podnietami, bo nie piję. .


Komentarze
Pokaż komentarze