Co to znaczy dla pana: szczęście? - zapytała mnie kiedyś terapeutka.
Opowiedziałem jej wtedy o rzeczach, które chciałbym mieć, pracy, którą chciałbym wykonywać (w tym wypłacie, jaką chciałbym dostawać) i pozycji którą chciałbym osiągnąć. Może jeszcze wspomniałem o kursach, jakie chciałbym zrobić, by zyskać tytuły, którymi chciałbym się szczycić. O osiągnięciu sukcesu.
Kiedyś w nocy obudziłem się. Świecił księżyc, a moje oczy przyzwyczaiły się do światła. Zobaczyłem moją Żonę, jak śpi z lekko rozchylonymi ustami, a jej włosy rozsypują się po poduszce. Spokojnie oddychała. Nagle odwróciła się i przez sen poszukała mnie. Przytuliła się, a ja poczułem się szczęśliwy.
Długo zajęło mi zrozumienie, że cele i szczęście to nie jest to samo. I że osiągnięcie czegoś nie przynosi długotrwałej radości, karmi ośrodek nagrody przez jakiś czas. Coraz krótszy, dokładnie tak, jak działo się w przypadku picia alkoholu. Szczęście jest stanem i jest we mnie. Jest pryzmatem, przez który patrzę.
Mam naprawdę dobre życie. I jestem za nie wdzięczny.


Komentarze
Pokaż komentarze