Utrzymywanie abstynencji nie przychodzi łatwo.
Nie było dla mnie problemem przestać pić - powtarzam na mityngach. - Problem był nie zacząć znowu.
Teraz nie męczy mnie kac z rana, nie trzęsą mi się ręce ani nie mam kołatania serca. Nie pocę się mimo braku słońca. Czasem odczuwam suchość w ustach, szczególnie w nocy. I sięgam po butelkę, którą zawsze mam przy łóżku. Już, na szczęście, nie jest to drink wlany, dla niepoznaki, do butelki po Mirindzie.
Nie tylko dlatego jednak nie sięgam po alkohol. Ciężko mi przypominać sobie czasy końca mojego picia. Nie robię tego często, bo nie ma się co dołować, tym niemniej wspominam. Nie ma co zapominać, kim jestem.
A jestem dziś w miejscu, do którego pijany na pewno nigdy bym nie dotarł. Zapisałem się na kurs, który nie wiem czy skończę, jest trudny, wymagający wysiłku i skupienia. A jednak mam zamiar spróbować. Jestem gotów na kolejną noc. I potem - kolejny dzień.


Komentarze
Pokaż komentarze