Gdy piłem, wszyscy mieli lepiej ode mnie. Mieli pieniądze. Fajne samochody. Kupowali działki. Budowali domy. Zmieniali stanowiska. Firmy.
Rozpaczliwie pragnąłem wtedy zmiany Jakiejkolwiek zmiany na lepsze. Już jutro.
Problemem nie było dla mnie picie. Nie był nią też brak akcji z mojej strony. Problem tkwił w tym, że nie miałem kompletnie nadziei. A nie miałem jej, bo nie wierzyłem, tak naprawdę, że może być lepiej.
Jest taka historia: idzie facet i myśli: Praca do niczego, szef idiota, żona podła. A anioł za nim idzie i myśli: A ja muszę spełniać te niedorzeczne życzenia.
Czytałem kiedyś taką książkę, Potęga podświadomości. Myślałem, że problem jest we mnie.
Przy okazji zauważyłem, że kolega z super wypłatą za dużo czasu spędza w pracy. Inny, który zbudował dom, mieszka w nim sam, bo właśnie się rozwiódł. A jeszcze inny właśnie wrócił z do firmy, na którą ja narzekam. Mam świetny kontakt z dziećmi, wspaniałą Żonę. Firmę zmieniłem. Bo uwierzyłem że to możliwe, jeśli dziś będę pracować na lepsze jutro.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)