Jest taki trend w leczeniu uzależnień, nazywa się „redukcja szkód”. Co mniej więcej tłumaczy się na „kontrolowane picie”.
Na jakimś etapie zdrowienia usłyszałem o tym. Oczywiście, przez głowę mi przeszło, że może by tak, coś, gdzieś… Tylko to jest tak, że na każdym mityngu czytamy: mamy do czynienia z alkoholem, wrogiem podstępnym, potężnym i przebiegłym.
Tak to działa, takie właśnie pomysły podsuwa mi moja choroba. Jestem bezsilny wobec alkoholu i tego zmienić nic nie może. Wielokrotnie pisałem tu o dobrym życiu, jakie teraz mam. Wiem, że to wszystko osiągnąłem właśnie dlatego, że nie piję. Właśnie dlatego, że utrzymuję abstynencję, choć to tylko pierwszy element. Drugim, ważniejszym w mojej trzeźwości, jest zmiana. Którą funduję sobie sam.
Ja kontrolowane picie stosowałem przez długi czas - powiedział na jednym mityngu przyjaciel. - Kontrolowałem czy kolejka idzie jak powinna i , szczególnie, czy mnie polewają odpowiednio dużo.
Właśnie.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)