Gdy się czegoś boisz, zrób to - mawia na mityngach przyjaciel.
Często występuję przeciwko sobie. Na przykład miałem taki nawyk, że stawiałem butelkę z jakimś napojem koło biurka. Nie „na” biurku, tylko bardziej „pod”. Tak trzymałem flaszkę wódki, gdy nikogo nie było, dolewając od czasu do czasu do butelki z mirindą. A potem przenosiłem butelkę do plecaka. I pod biurko.
Do dziś mam nawyk trzymania przy łóżku butelki z jakimś napojem, dlatego że wcześniej chodziłem do kuchni. Polewałem sobie po kryjomu, żeby zasnąć, żeby zapomnieć, żeby się poczuć lepiej.
Wychodziłem samotnie na krótkie zakupy. Nie lubiłem towarzystwa, bo nie chciałem, żeby moi Synowie widzieli, że piję. Czułem się niezręcznie, przechylając chyłkiem dwusetkę w przejściu podziemnym.
- Może spróbujemy w tym sklepie, w którym kupujesz wódkę i piwo, tatusiu? - zaproponował mój Synek, gdy jeszcze nie umiał czytać. Chciał hot doga. Nie wiem, co bardziej mnie zabolało. Ta prośba, czy fakt, że nazwał mnie tatusiem. Teraz staram się nim być - chodzimy na zakupy razem. Nie mam się czego wstydzić.


Komentarze
Pokaż komentarze