Gdy wróciłem z terapii, chciałem, żeby moi Synowie mieli to, czego nie dawałem im podczas picia. Tylko nie o dawanie chodziło, zrozumiałem nieco później. Kupowałem im różne rzeczy, dawałem pieniądze, co zażyczyli, to mieli.
Skoro nie wydaję na wódkę - myślałem - mogę wydać na co chcę.
Wydawałem.
Kupowałem ładne rzeczy Żonie, nie patrząc na kwoty. Kupowałem sobie koszulki i dżinsy, w końcu trzeźwieję, to powinienem wyglądać. Zawsze patrzyłem na cenę.
Aż kiedyś kupiłem Synkowi bilet na koncert. I poszedłem z nim. Tam kupiłem mu bluzę. I maskę. I opaskę na rękę. Nie kosztowały mało, lecz zupełnie nie o to chodziło Patrzyłem na niego, jak skacze i wspaniale się bawi podczas koncertu. Jak chce nagrać telefonem całe przeżycie. Nagrywałem za niego.
W końcu zrozumiałem, że nie chodzi o kwotę. Ta może być mała lub duża, lecz najważniejsze jest, jakie emocje za nią stoją. Przekonałem się na swojej skórze. Bo sobie też powinienem zadośćuczynić.


Komentarze
Pokaż komentarze