Byłem pyszny. W rozumieniu: grzeszyłem pychą. Nadymałem się jak balon swoją zajebistością, a wstydziłem się spojrzeć w lustro. Puszyłem się jak paw, choć nie widziałem brudu na swoich spodniach.
Myślałem, że jestem dumny. Moja mama powiadała, że pomiędzy „dumnym” a „durnym” jest tylko litera różnicy.
Dziś jestem dumny z tego co osiągnąłem, lecz daleki jestem od chwalenia się tym, pysznienia swoją sytuacją. Mam wrażenie, że za mało pomagam - powiada często mój przyjaciel z mityngów. Dlatego lubię robić prezenty, ofiarować coś i nie zapisywać, nie pokazywać się przy okazji darowizny czy innej pomocy. Nie potrzebuję łechtania mojego ego przez innych. Wiem, ile jestem wart.
Pojechaliśmy z Żoną i Młodszym do term. Bawiliśmy się świetnie i w doskonałym momencie skończyliśmy. Wiesz - powiedziała do mnie Żona, gdy wracaliśmy. - Tak patrzyłam jak sobie rozrabiacie w wodzie, jak się bawicie… I pomyślałam sobie, że jestem szczęśliwa.
Właśnie dlatego mam prawo czuć się dumny.


Komentarze
Pokaż komentarze