Nie darmo wódkę nazywa się „wodą rozmowną”. Alkohol powoduje poprawienie nastroju, dodaje odwagi, rozwiązuje język. Mój przełożony twierdzi nawet, że nasz kolega, obcokrajowiec po którymś piwie mówi płynnie po polsku.
Tak naprawdę to złudzenia. Na początku piłem, żeby się wyluzować, poprawić sobie nastrój. Teraz rozumiem, że lepszy efekt daje mi medytacja czy ćwiczenia oddechowe.Byłem również bardzo nieśmiały - po piwie czy dwóch łatwiej rozmawiało mi się z dziewczynami. PIłem również, gdy nauczyłem się z płcią piękną rozmawiać. Dziś wiem, że normalny jest pewien dyskomfort w nowym towarzystwie i to wcale nie jest nieśmiałość. Nie miałem problemów z mówieniem, a jednak alkohol likwidował bariery. Poczytywałem sobie za zaszczyt, że umiem rozmawiać z operatorem dźwigu i profesorem. Dziś też umiem i korzystam na tym, pamiętając rano, o czym rozmawiałem.
Moje barowe dyskusje odeszły w niepamięć. Dziś te bary mijam i nie żałuję. Może tylko pana Władysława, przedwojennego inżyniera, z którym toczyłem niesamowicie ciekawe rozmowy. Na przykład o tym, że czyta Eneidę Wergiliusza w oryginale do poduszki. Nie żałuję jednak faktu, że z nim nie piję. Żałuję, że nie żyje.
PS.
Bardzo przepraszam, że zapomniałem o notce wczoraj. Uczyłem się do późna i po prostu wyleciało mi z głowy. Jest mi bardzo przykro i będę próbować dokończyć rok bez takich wpadek. Cieszę się, skądinąd, że zdarza się to tak rzadko.


Komentarze
Pokaż komentarze